2 Zabójcze Walentynkowe Błędy – Czyli Jak Nie Podrywać Dziewczyny

by Paweł Grzywocz on 8 February 2012

UWAGA: W nagraniu są stare daty, dlatego dopasuj wskazówki do obecnego kalendarza:

jak poderwac dziewczyneWalentynki A Zdobywanie Kobiet – Jak Nie Podrywać Dziewczyny 

Większość mężczyzn nie ma pojęcia, jak poderwac dziewczyne, więc używają takich dni jak Walentynki jako pretekstu, aby coś zdziałać. Niestety jest to ogromnym błędem i w ten sposób tylko mordują swoje szanse i tracą kolejne kandydatki na dziewczynę. Tak, mordują swoje szanse, ponieważ poniższe błędy są zupełną odwrotnością tego, co pociąga kobiety. Jeżeli chcesz wiedzieć, jak poderwać dziewczynę do związku i jej nie odstraszyć Walentynkami, to obejrzyj poniższe nagranie.

Odpowiadam w nim na 2 fundamentalne pytania:

  • 1. Czy dawać dziewczynom, które chcesz zdobyć prezenty na Walentynki?
  •  

  • 2. Czy umawiać się na spotkanie w Walentynki z dziewczynami, które Ci się podobają i chciałbyś je mieć jako swoją dziewczynę?
  •  

    2 zabójcze walentynkowe błędy facetów, którzy nie wiedzą, jak poderwac dziewczyne:

    Błąd nr 1: Wręczanie prezentów dziewczynom, które nie są ich stałą dziewczyną

    Wydaje się to powszechną wiedzą o tym, jak poderwac dziewczyne, że prezenty nie działają na kobiety. Tak się dzieje tylko w filmach i to działa z kobietami, które “lecą tylko na kasę”.

    Nie możesz zdobyć dziewczyny prezentami. Prezenty są świetne, ale dla stałej dziewczyny, jako nagroda za to, że nią jest i się dobrze sprawuje. Próbowanie zainteresowania sobą dziewczyny poprzez prezenty jest zachowaniem proszącym się i błagającym o akceptację. Tak się nie zachowują silni i pewni siebie mężczyźni, którzy wiedzą, jak poderwac dziewczyne, aby goniła za nimi i ich pragnęła.

    A jaka dziewczyna uzyskuje status stałej dziewczyny? Stała dziewczyna to taka, z którą umówiłeś się na co najmniej 10 spotkań, całujecie się i ona chce z Tobą być w związku, już Ci o tym powiedziała i jest przy Tobie ciągle podekscytowana. Taka dziewczyna jest stałą dziewczyną i możesz jej (wręcz powinieneś) kupić pereznt na Walentynki.

    A dziewczynie, z którą miałeś mniej niż 6 spotkań sam na sam nie kupujesz absolutnie NIC, ponieważ to jest obcy człowiek, którego nie będziesz przekupywał do siebie za pomocą prezentów.

    Żadnych kartek, liścików, kwiatków, lizaków i czegokolwiek dla kobiet, z którymi nie byłeś 6 razy na randce sam na sam i się jeszcze nie całowaliście! Mam nadzieję, że to pomoże Ci zrozumieć, jak poderwac dziewczyne na stałe i już nigdy więcej nie będziesz próbował zdobyć dziewczyny prezentami. To zabija tajemniczość i bycie wyzwaniem, więc jeśli wiesz, jak poderwac dziewczyne, to pewnie wiesz, że kobiety uwielbiają się zastanawiać, co facet do nich czuje i właśnie dlatego go nią. Tak się zachowują bad boy’e. Są nieprzewidywalni i niedostępni. Prezenty są przewidywalne, bo każdy frajer, który nie wie jak poderwac dziewczyne do związku, próbuje tak działać i się jej przypodobać.

    Jak poderwac dziewczyne w Walentynki, jeżeli jeszcze nie jest Twoją dziewczyną?

    Błąd nr 2: Bycie dostępnym w Walentynki i umawianie się na randkę w ten dzień z nowo poznawaną dziewczyną

    Pamiętasz, że kobiety pociąga tajemniczość i bycie wyzwaniem? Jeśli będziesz dostępny w Walentynki, to pokażesz, że jesteś samotnym frajerem i stracisz wiele punktów. Faceci nie uczący się, jak poderwac dziewczyne myślą, że Walentynki to świetny moment, aby umówić się z dziewczyną i zakładają, że ona będzie bardziej przychylna. Otóż nie.

    Tutaj sprawa ma się tak samo jak z prezentami.

    Spotkania w Walentynki są dla stałej dziewczyny!

    Oto jak nie mając moich poradników o tym, jak poderwac dziewczyne krok po kroku narażasz się na utratę kolejnych kandydatek na dziewczynę. Jeśli umówisz się na spotkanie z dziewczyną w Walentynki, która jeszcze nie jest Twoją stałą dziewczyną to:

  • 1. Pokażesz, że nie masz innych kobiet w życiu. A gdy kobieta odkryje, że nie ma żadnej konkurencji, to uznaje Cię za frajera. To nie jest atrakcyjne.
  • 2. Pokażesz, że ona już jest jedyną, a przecież nie jest, bo się dopiero poznaliście – to brak tajemniczości i bycia wyzwaniem.
  • 3. Pokazujesz, że chciałbyś z nią chodzić i być parą, co jest ostatnią rzeczą, jaką nowo poznana dziewczyna powinna myśleć. Ona ma się ZASTANAWIAĆ, co do niej czujesz. Tajemniczość i bycie wyzwaniem – pamiętasz?
  • A więc, jak poderwac dziewczyne w okresie walentynkowym, jeżeli nie możesz się nią umówić w tym dniu?

     
    Proste. Umów się a nią dzień wcześniej albo dzień później, ale nie walentynki. Walentynki są dla stałej dziewczyny.

    A co mówić kobietom, które się będą pytać Ciebie, co robisz Walentynki? Mów: “Mam już plany…” oraz “To samo, co Ty!” (cisza). Pozwól im się zastanawiać i nie mów, co robisz. Wymyśl coś zabawnego, np. że jedziesz na Burkina Faso popijać drinki z kokosów. Bądź tajemnicą i pozwól się dziewczynie zastanawiać, co, gdzie i z kim będziesz robił w ten dzień.

    Dzięki temu dziewczyny będą myśleć o Tobie i zwiększać zainteresowanie do Ciebie. Jeżeli jesteś teraz sam, to na Walentynki “zniknij z powierzchni Ziemi” i pozwól się kobietom zastanawiać, co robisz.

    W moim poradniku “Jak Zdobyć Dziewczynę W 12 Randek” dokładnie objaśniam, jak poderwać dziewczynę do stałego związku w ciągu 2 miesięcy i jak utrzymywać ten związek.

    Natomiast, jeżeli poznajesz mało dziewczyn i potrzebujesz pewności siebie, aby zagadywać do nowych dziewczyn i prowadzić swobodnie rozmowy, to dołącz do odmienionych uczestników programu: “Pewność Siebie z pięknymi kobietami w 90 Dni”.

    Mam nadzieję, że pojąłeś już, że musisz w tym czasie pozwolić się kobietom zastanawiać, co i gdzie robisz. Zamiast szukać “magicznej pigułki” o tym, jak poderwac dziewczyne odpuść sobie ten dzień i się wyluzuj.

    jak zdobyc dziewczyne w 12 randek


    Jeśli spodobał Ci się artykuł, to odbierz bezpłatny raport i zaawansowane porady mailowe:

    Twój email posłuży tylko i wyłącznie
    do komunikacji między nami.

    email
    VN:F [1.9.20_1166]
    Oceń Wpis:
    Rating: 4.2/5 (10 votes cast)
    2 Zabójcze Walentynkowe Błędy - Czyli Jak Nie Podrywać Dziewczyny, 4.2 out of 5 based on 10 ratings

    Poszukiwano

    • co napisa do dziewczyny
    • jak nie podrywac dziewczyny
    • zabojcze laski

    Podobne wpisy:

    Zostaw swój komentarz...

    { 74 comments… read them below or add one }

    Paweł Grzywocz February 8, 2012 at 14:08

    Moja walentynkowa łajzowata historia miała miejsce, gdy chodziłem do liceum. Podobała mi się wtedy dziewczyna z klasy, która miała urodę jaka Pocahontas i niemal każdy chłopak się do nie przystawiał. Po roku przyjaźnienia się z nią postanowiłem, że w Walentynki pójdę do niej i wręczę jej takiego małego porcelanowego misia, trzymającego serduszko z napisem “I love you”. Tego dnia chodziłem przez jakąś godzinę po jej osiedlu, stresując się tym, co jej powiem oraz jej reakcją. Oczywiście szedłem jej oddać zeszyt, który tylko po to pożyczyłem, aby jej go oddać w tym właśnie dniu. Jednak dalej nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. Gdy w końcu, mając serce pod samym gardłem, zadzwoniłem na jej domofon, na szczęście okazało się, że jej nie było. Wróciłem smutny do domu. Oczywiście wyjawiłem jej moje uczucia w jeszcze bardziej desperacki sposób przy innej okazji, ale to inna historia. Dziękuję za uwagę i życzę powodzenia w “pobijaniu” mojej historii ;)

    Reply

    Michał February 8, 2012 at 15:22

    A więc tak… Poznałem dziewczynę 2-3 tyg przed walentynkami. Nie wykazywała ŻADNYCH oznak zainteresowania. Ale tak mi się zabójczo podobała że postanowiłem robić wszystko by z Nią być. Byłem zdziwiony że zgodziła się na moje zaproszenie w Dniu Świętego Walentego do swojego domu. Oczywiście wszystko sprzątałem, wycierałem, myłem by było odpowiednio. Jednak stres był. Nawet sam postanowiłem coś przyrządzić ale raczej frytki do podgrzewanych schabów i wina to raczej nie było zbyt twórcze. W końcu zjawiła się, serce biło jak oszalałe, język się plątał, często zapadały niezręczne cisze. Wręczyłem jej słonika z zadartą trąbą do góry z napisem “Kocham Cię” jednak nie skomentowała tego tylko się na mnie spojrzała (jak na debila). Po całej tej akcji odprowadziłem ją pod sam dom. Szliśmy około 1h BEZ SŁOWA. Dzisiaj jak sobie to przypomnę jak łąjzowato wtedy wyszedłem to aż mi wstyd. ;P

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:01

    świetna historia, rozbawiłeś mnie… Wiesz, pamiętam takie chwile – to było najgorsze. Np. zanudziłem dziewczynę na pierwszej randce, gadając na nudne tematy, ponieważ się stresowałem i potem jak ją odprowadzałem do domu, to ona tylko patrzała przed siebie i odpowiadała zdawkowo na moje pytania lub komentarze, które mówiłem co jakiś czas, aby nie iść w totalnej ciszy. Masakra. Nikomu nie polecam. Muszę więcej materiałów dawać o ciekawych konwersacjach.

    Reply

    Michał February 9, 2012 at 14:08

    Więcej materiałów o ciekawych konwersacjach… Normalnie jakbyś czytał moje myśli. Widzę że wiesz o co chodzi i na czym polega mój problem. Z chęcią przeczytam takie i podobne artykuły. Dzięki.

    Reply

    cornel February 8, 2012 at 15:23

    No co…dziewczyna mnie zostawiła w grudniu a w lutym spotkaliśmy się na imprezie w walentynki dla singli. Ona lizała się z jakimś gościem na parkiecie a ja chlałem na barze. W końcu wypiłem jeszcze kilka 50 i poszedłem do nich jak tańczyli i pobiłem gościa. Dziewczyna przestała ze mną rozmawiać i udaje do dziś że mnie nie widzi na ulicy jak ja spotkam. W dzień przed walentynkami jeszcze do mnie dzwoniła po prostu zapytać co u mnie. Dziś wiem, że tak jak byłej nie ma sensu odzyskiwać to wtedy jeszcze była szansa.Ja zamiast bawić się z inną laską w tym kluie to zrozpaczony się upiłem.Zaro atrakcyjności i chora zazdrość.

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:06

    Gratuluję przyznania się do swoich słabości. Mało któremu mężczyźnie ego na to pozwala. Szacunek. Na pocieszenie przypominam, że nie było żadnej szansy nigdy na odzyskanie tej dziewczyny. Ona się już całowała z innym gościem, więc co nie było czego odzyskiwać. Nawet byś takiej nie chciał. Przynajmniej sobie ulżyłeś dokładając temu kolesiowi. To brak klasy, ale masz cenną lekcję, że to tak naprawdę nic nie daje. Cieszę się, że już wiesz, że gdy jakakolwiek dziewczyna startuje do innego faceta, to Ty wtedy zagadujesz do innej kobiety. Tak trzymaj.

    Reply

    Damiano February 8, 2012 at 15:24

    Moja walentynkowa łajzowata historia wyglądała tak:
    gdy chodziłem do 6 klasy podstawówki podobała mi się jedna dziewczyna, miałem brudne myśli związane z nią i nastawienie “kocham ją”. Nawet ze sobą nie gadaliśmy na żywo, tylko pisaliśmy na gg. Ogólnie przystawiałem się do niej, wyjawiłem jej swoją miłość do niej jeszcze przed walentynkami, ona nadal mówiła, że nie chce mieć teraz chłopaka, albo, że podoba jej się inny.
    Nadejszły walentynki, ona powiedziała: “mi możesz coś kupić, hehe, nie no żartuje”, ale ja powiedziałem jej, że jej coś kupie, a ona “ale ja nie mam kasy i nie mam jak Tobie kupić”, a ja “spooko spoooko, Ty nie musisz mi nic kupować”. No to kupiłem jej ten prezent. Nie chciała się ze mną spotkać, to powiedziała “zostaw prezent pod drzwiami, zapukaj i ucieknij, xxx (jej były chłopak) tak kiedyś zrobił i ok” zostawiłem jej ten prezent pod drzwiami zapukałem i poszedłem do domu. Jedyne co na gg mi napisała to “dzięki jesteś kochany :*”, a tydzień później bez powodu jak do niej napisałem, to napisała mi “spierdalaj” i nie chciała dalej ze mną pisać ;)
    i straciłem w ten sposób 40zł. Teraz się z tego śmieję, a kiedyś smuciłem się i miałem po tym depresje ;P

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:10

    Świetna historia. Na całe szczęście najlepiej takie rzeczy przeżyć podczas wczesnej młodości. Wyobrażasz sobie, że niektórzy faceci mają po 30 kilka lat i kupują kobietom wizytę w spa, wraz z masażem, full pakiet i do tego przesyłają naszyjnik. A ona im mówi, że nie ma czasu się spotkać w tym tygodniu. Uważam, że do 18 roku życia powinniśmy wszyscy przeżyć kilka łajzowatych historii, aby już nigdy, przenigdy tak nie robić. Bardzo dobre wnioski.

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 21:19

    Nooo,a najgorsze,że niektórzy trwają w takich przekonaniach całe życie,jak Hugh Hefner (jeśli dobrze usłyszałem z twojej konsultacji skype) – gość ma 70 lat i 3 narzeczona mu ślub odwołuje. Masakra. Ale już wiele osób zaczyna wyciagać wnioski z takich historii i to bardzo dobrze.

    Reply

    Pietja February 8, 2012 at 19:13

    Kiedyś i ja byłem “łajzą” :) . Tak, teraz się z tego naprawdę śmieje, chociaz wtedy plakalem. Te pamiętne walentynki były w ostatnim roku szkoły średniej. Pamiętam, że na przerwie poszedłem do xero (to byl wlasnie dzien 14 II ). Przedemną xerowała zajebista dziewczyna. Śniada cera, mega białe zęby, kruczoczarne włosy (aż się dziwię, że jej wcześniej nie widziałem, ona była z pierwszej klasy ). I stało się. “Zakochałem się w mig” !!! Oszalałem. Wkręciłem sobie, że to musi być znak, że spotkałem ją w dzień zakochanych. Tworzyłem sobie już projekcje w glowie o naszym wspolnym zyciu itp. Swoją drogą ona dobrze nie spojrzala na mnie hehe, wiec teoretycznie pewnie nie wiedziala o moim istnieniu (tym bardziej, ze w liceum strasznie slabo sie ubieralem i nie dbalem w ogole o siebie, bo myslalem, ze zamiast tego wystrarczy na imprezach wypic i wszystko samo sie potoczy, w takim obłudzie żyłem wiele lat.). Ale do dzieła pomyślałem. Moj kumpel, ktory “znal całą szkole” doszedł do jakiegos kolesia z jej klasy, ktory to podal mu numer do mojej nowej boginii. Miałem jej numer !! Były walentynki !! Coraz bardziej bylem nakręcony ale i zarazem “obsrany”, coraz wiecej watpliwosci i stresow. Ale co tam, bylem desperatem i mimo strachu zrobilem ten krok, bo nie chcialem sie wiecej zadreczac. Zadzwonilem do niej po lekcjach. Na maxa zestresowany, pierdzieliłem jak potłuczony, zacinałem się, jąkałem, dukałem. Gadałem, że widzieliśmy się dziś koło xero, że wymienilsmy sie spojrzeniami i usmiechnela sie do mnie ( taaaa jasne, to ja sie gapilem przeciez, ale bylem w jakiejs mega iluzjii ) i najlepsze… Wyznalem jej milosc, Tak ! Powiedzialem ku*wa lasce, z ktora nigdy nie gadalem, że ja kocham i nie potrafie przestac o niej myslec, i ze moje zycie bez niej nie ma sensu bla bla bla wszyscy znamy te texty zakochanego kundla, zaproponowalem jej oczywiscie z okazji swieta zakochanych kolacje w restaruracji i powiedzialem, ze moge nawet wynajac pokoj dla nas zeby sie lepiej poznac. Ona powtarzala, ze nie ma pojecia o co chodzi i , ze nie wie z kim w ogole rozmawia, ze albo jestem pijany albo sobie jaja robie i w koncu sie rozlaczyla. Hm i tak nie dalem za wygrana. Mieszkam w malym miescie wiec dowiedzenie sie gdzie kto mieszka nie jest duzym problemem. Postanowialem zabawic sie w detektywa (kiedys zajebiscie czesto to robilem, obserwowalem z daleka dziewczyny, ktore mi sie podobaly, bywalem w miejscach gdzie one moglby sie pojawiac itp, jednym slowiem desperat). Kupilem zajebisty buket kwiatów za 50zł i postanowilem podjechac pod jej blok (wzialem samochod od rodzicow, wmajwiajc im, ze mam randke, zalosne!!! a prawda jest taka, ze ich synn się płaszczył i robil z siebie pi*dę) i czekac, az moze wyjdzie i wtedy wyznam jej wszystko na zywo, wrecajac kwiaty jako dowód moje milosci i słów. Teraz lekko mi sie o tym pisze, ale to byly ogromne nerwy i stres. Robiło mi się goraca, nie moglem usiedziec. No i jest !!! BOOM !! Tylko pojawił się problem nie była sama. ehh. Wyszła z klatki z facetem. Tak z facetem, bo ja mialem wtedy 18 lat , a on wg mnie ok. 25. Poczułem się zajebiscie malutki. Ale nic, bylem i tak zdesperowany. Mój plan sie rozwalil, ale wymyslilem odrazu inne rozwiazanie. Zaczepie ją jak bedzie wchodzila do domu sama, na ktoryms półpietrze (taką mialem nadzieje)(mieszkala na 4 pietrze, wiec wybor mialem spory). Ustawiłem sie kolo klatki, zeby miec jak najblizsza droge do pokonania wrazie czego. Moglem z pewnej odleglosci ocenic nadjezdzajace samochody, dlatego mailem wrazie czego kilkadziesiat sekund czasu na wtargniecie na teren klatki schodowej. Po okolo 3 godzinach czekania !!! JEST !!! Wracaja !!! Szybka zawijka w okolice 3 piętra, żeby miec dobry widok. Siedzieli w samochodzie jeszcze kilka minut, potem on jej otworzyl drzwi i … całowali się. Ale nawet to mnie nie zniechecilo od realizacji mojego planu. Ok stało sie. Stanelismy twarzą w twarz i buket pomiedzy nami. Nawijalem jak nakrecony, ze sie znamy z xero, ze sie zakochalem, ze to nasz dzien, ze to nie szkodzi, ze ma chlopaka, bo ja jestem lepszy i dla mnie moze go rzucic, ze mna bedzie miala lepiej, bo bede o nia dbal, i chce zeby byla sensem mojego zycia, no ku*wa wszystkie takie kundlowate pierdoly jej powiedzialem w twarz , az mi ulzylo. A jej rekacja: Daj mi spój i odczep sie ode mnie wariacie !!! i uciekla na góre, slyszalem tylko zastrzaskujace sie drzwi. Nawet kwiatow nie wziela heh. To wszystko wydarzylo sie w wlasnie w dzien zakochanych, mialem papke w glowie, wierzylem w jakies przeznaczenie, jednosc dusz, natychmiastowe i wieczne polaczenia emocjonalne, odbijala sie na mnie ta presja, ze dookola same pary a ja sam i za wszelka cene chcialem miec kogos. Wiec duzo bylo mojego zachodu w tej sprawe, a laska mnie zbyła raz dwa i po bólu (tzn wtedy nie bylo bez bólu, odbilo sie to na mnie), ale to jest wlasnie nauka, ze nie ma co bać sie odzywac do lasek, albo nawet grupy lasek, bo one nic nam nie zrobia, bo sa tak zaprogramowane zeby walić scieme , zeby nam przykro nie bylo.Ta laska i tak lajtowo sie zachowala w stosusnku do tego, co jej powiedzialem. Aha na koniec powiem tylko tyle, ze bardzo dobrze, ze byla to moja ostatnia klasa i tylko 2 miesiace w tej samej szkole, ona widzac mnie , schylała glowe w dół i nie bylo juz tematu, potem jeszcze raz ja na miescie widzialem, ale tez glowe w doł schylala i udawala, ze mnie nie widzi. jakos mi przeszlo i jej odpuscilem. A co do jej faceta, musiala powiedziec facetow o mniei, bo mialem z nim malo przyjemna rozmowe, duzo przeklenstw z jego strony, gróźb.Z moją obecna wiedza wiem, ze nie byl to koles pewny siebie, bo tak nie zachowuje sie facet pewny siebie tylko cham i gbur. Ale to temat na inny raz. Trzymajcie sie. NO MORE ŁAJZA!!! :)

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:21

    Pietja, jesteś absolutnym mistrzem. Twoja historia jest genialna i ogłaszam Cię publicznie zwycięzcą tego konkursu. Raport o zaczynaniu konwersacji z grupami dziewcząt już wysłałem, mam nadzieję, że będzie Ci służył. Przez całą Twoją historię miałem uśmiech na twarzy. To jest czysta klasyka, co nasz psychika potrafi zrobić z nami, gdy zostaniemy oślepieni pięknem kobiety. Istne wariactwo – a jaki stres. Znam te emocje. Sam też kiedyś poszedłem na klatkę do dziewczyny, zacząłem coś jej mamrotać, że chciałem ją jeszcze zobaczyć przed feriami. Ona chciała już iść, a ja powiedziałem: “Zaczekaj, kocham Cię”. Trzasnęła drzwiami i poszła. Oczywiście stres był. Potem jeszcze wysłałem jej 15 smsów jeden po drugim, które wcześniej zapisałem w skrzynce nadawczej, w których tłumaczyłem jej moją miłość do niej i jak wszystko mi się w niej podoba. Potem rozmyślałem jeszcze z przyjacielem miesiącami o tym, dlaczego ona nie chciała mi dać nawet jednej szansy, jednego spotkania. Istny obłęd. Takie wydarzenia uważam za dewastujące, ale jednocześnie motywujące do rozwoju. Twoja historia jest pełna emocji i szczerości. Wielkie dzięki i dalszego wzrostu pewności siebie. Jesteśmy w kontakcie.

    Reply

    Krzysztof February 8, 2012 at 21:16

    Witam Pawle, mam taki problem z dziewczyną… Już wyjaśniam:
    Chodzę do gimnazjum do 3 klasy i u mnie w klasie jest taka dziewczyna która mi sie podoba. Od 3 lat poprostu mi się podoba. Zaczołem z nią pisać sms,facebook i codziennie się widujemy w klasie i na przerwach (zaznaczam nie jesteśmy parą). Żartujemy sobie i rozmawiamy i takie różne sprawy. Kumpel ma ten sam problem co ja i akurat się złożyło że w naszej klasie są 2 piękne dziewczyny w których jesteśmy zauroczeni i które mieszkają obok siebie. I umawiamy się w 4 na spotkania żeby sobie pogadać, połazić i ogólnie spędzić razem czas. Dzisiaj jest 8 luty i do Walentynek zostało 6 dni (5-6). Chciałbym się spytać jej czy zostanie moją dziewczyną wtedy, ale kompletnie nie mam pomysłu jak ją zaprosić być może gdzieś ją zaprosić i co powiedzieć jej gdy już bedziemy umówieni. Ogólnie jestem nieśmiały i ta dziewczyna też wie że lubie troszczyć się o kobiety i sprawiać żeby były szczęśliwe.
    Moje pytanie też jest takie, czy warto w Walentynki jej powiedzieć czy zostanie moją dziewczyną czy nie? Jeśli warto to czy mogę wiedzieć czy kupić jakąś symboliczną róże dla oznajmienia jej urody czy może gdzieś ją zaprosić na jakiś spacer ? A jeśli nie warto to czy mogę wiedzieć czy spróbować w mniejszym odstępem czasowym czy spróbować odrazu po walentynkach??
    Dziękuje z góry za pomoc.
    Pozdrawiam

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 03:27

    Nie, nie warto robić żadnych z tych rzeczy, które napisałeś. Nie umawiaj się z nią na Walentynki. Umów się na inny dzień poprzez zadzwonienie do niej i ustawienie spotkania sam na sam i idźcie do herbaciarni/ciastkarni pogadać, pośmiać się. Pozbądź się jakichkolwiek nadziei, bo zanim się nauczysz być atrakcyjnym dla kobiet minie jeszcze sporo czasu i dziewczyn…

    Reply

    Bajerant February 9, 2012 at 05:00

    Trzeba być sobą zawsze

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 13:00

    Trzeba robić to, co działa. Wielu z nas będąc sobą, byłoby cienką dupą, która prosi o łaskę i szansę. Argument o byciu sobą jest usprawiedliwianiem swojego braku chęci do zmian. Trzeba być mężczyzną a nie sobą, bo wielu z nas na początku jest wystraszonym chłopczykiem i to się samo z siebie nie zmieni.

    Reply

    Jig-su February 9, 2012 at 20:06

    W czasach liceum poznałem dziewczynę, to był początek stycznia. Spotkalismy się 1 raz: maskara na pierwszej randce zabralem ją do kina…
    Przyszedł czas przed walentynkowy i napisała mi sms, że kupiła mi kartkę na walentynki, a ja jej nie kupiłem i nie miałem zamiaru wysłać bo nie byłem zakochany. Zaczeła płakać – tak pisała, i wzieła mnie na litość. Napisałem, że ją kocham i potem byłem z nią prawie 5 lat!! Całe liceum i prawie dwa lata studiów, myślałem, że już będziemy zawsze razem ale oboje dorośliśmy i ona wskoczyła do łóżka innemu kolesiowi i napisała mi “zostańmy przyjaciółmi”. Byłem załamany…
    Nie wiem czy to łajzowata historia ale na pewno dramat!
    Teraz już ponad 2 lata jestem wolny i szukam idealnej, bo wiem, że szkoda marnować czasu z niewłaściwą dziewczyną :)

    Reply

    Grzywocz February 11, 2012 at 02:44

    Mądre wnioski. Dobra łajzowata historia, cieszę się, że pojąłeś to… Uczymy się na błędach i dopiero będąc z niewłaściwą osobą zdajemy sobie sprawę, że to nie miało sensu. Niestety często jesteśmy mięcy i jesteśmy z pierwszą lepszą dziewczyną, która nas zechce, żeby jej nie było przykro. Potem się angażujemy i cierpimy. Gratuluję tej siły, że potrafisz teraz być samu. “Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają” – lepiej być samemu niż z niewłaściwą osobą. Trzymaj się.

    Reply

    Robert February 12, 2012 at 18:12

    Napisales ze lepiej byc samemu niz z niewlasciwa osoba, tez tak sadzilem do tej pory i mozna powiedziec ze nadal tak sadze ale pozostaje jedno duze ALE jak poznamy ta odpowiednia dziewczyne to nie bedziemy mieli doswiadczenia i to spieprzymy, wiec mamy czekac na ta “odpowiednia dziewczyne” czy zbierac doswiadczenie z tymi mniej odpowiednimi?? ;> Bo widzialem juz u Ciebie ze raz mowisz ze trzeba zbierac dos. a raz ze lepiej byc samemu niz z nieodpowiednia dziewczyna wiec prosilbym o jednoznaczna odp. czy czekac czy zbierac exp :)

    Reply

    Grzywocz February 12, 2012 at 21:45

    Hej, polecam, aby zbierać doświadczenie, idąc na jedną, dwie, trzy randki, przełamać strach przed pocałowaniem kobiety, a potem nie robić jej nadziei. Myślę, że to jest taka zdrowa granica, kobiety tak robią cały czas. Natomiast nie napisałem nigdy, żeby zbierać doświadczenie poprzez wchodzenie w kilkumiesięczny związek z dziewczyną, której nie pragniesz. Jeśli dziewczyna nie jest Twoim ideałem to owszem spotkaj się z nią parę razy, ale nie bądź z nią w związku. Tak się zabija pewność siebie, bo godzisz się na mniej i poczujesz się źle, że narobiłeś jej nadziei. A ona to dopiero się poczuje wykorzystana. Także kilka randek dla doświadczenia – koniecznie. Prowadzenie związku to nie fizyka jądrowa i jak zrozumiesz jak to działa, to sobie poradzisz. Żadna ilość związków tego nie zmieni. Z resztą nawet, gdy naprawdę chcemy, to większość związków się kończy, ponieważ ludzie zmieniają swoje cele życiowe albo poznają się naprawdę i decydują, że nie są dla siebie. Bycie z kimś w związku “dla treningu” uważam za toksyczne i tego nie polecam. Kilka randek – spoko. Dzięki za świetne pytanie.

    Reply

    Robert February 12, 2012 at 23:33

    Rozumiem o co chodzi dzieki za szybka i zadowalajaca mnie odpowiedz :)
    Ogolnie od kiedy zaczolem czytac tematy o uwodzeniu (pierw bylo to cale PUA ^^ daygame etc, nie zdecydowalem sie na to i moze dobrze xD) to stalem sie pewniejszy siebie ale od kiedy odkrylem “Ciebie” to stalem sie troche lepsza wersja hmm samego Siebie jesli mozna tak powiedziec ^^, jeszcze wiele musze sie nauczyc bo dopiero zaczynam sie uczyc o kobietach etc, szczerze to nie mialem nawet pojecia wczesniej o tych wszystkich rzeczach z tym zwiazanych. Bardzo pomagaja mi twoje porady w samorozwoju i sa potezna dawka wiedzy , pozdrawiam Robert :)

    Reply

    Grzegorz February 9, 2012 at 21:19

    Kiedyś zakochałem się w dziewczynie, razem zdawaliśmy egzaminy na studia i spędziliśmy na korytarzu cały dzień gadając i śmiejąc się. Wyjechała na wakacje do swojej rodziny na dugi koniec Polski. Przez całe wakacje o niej myślałem, kiedy się skończyły zacząłem się przymierzać do zadzwonienia do niej na telefon komórkowy. Tak, tak, przymierzać się. Przez jakiś miesiąc codziennie po zajęciach (chodziliśmy do innych wydziałów i się wcale nie widzieliśmy w czasie dnia) siadałem w ciemnym pokoju z telefonem w ręku. Kiedy wpisywałem ostatnią cyfrę jej numeru w telefon serce podskakiwało mi do gardła a stres osiągał apogeum. Gdy widziałęm na telefonie komunikat “łączenie” byłem bliski załamania ze strachu. W takim stanie nie było oczywiście mowy o jakiejkolwiek rozmowie i natychmiast przerywałem połączenie zanim wogóle się ono rozpoczęło. I tak przez jakiś miesiąc. Na trzeźwo, po piwie (jeszcze gorzej), wypoczęty, zmęczony – przerobiłem wszystkie warianty ale za każdym razem gdy miałem wcisnąć zieloną słuchawkę serce mi wyskakiwało z klatki i kończyłem zabawę. Dałem sobie z tym spokój ale byłem wciąż zakochany w niej (znałem ją 4 lata z liceum, z jednej klasy więc to nie było jakieś tam zwykłe zauroczenie) i jednocześnie bezsilny. W końcu po jakimś pół roku wysłałem SMS’a na walentynki “Walentynkowy uśmiech dla ciebie” czy coś takiego.Nie odpisała a ja ze wstydu chowałem swohją rozpaloną doc czerwoności twarz w poduszkę. Zacząłem pić coraz więcej i częściej. W końcu któregoś razu mocno pijany kazałem zadzwonić do niej swojemu koledze, który ma “gadane” i kazałem mu zrobić dla mnie jakiś wstęp. Kiedy mi przekazał słuchawkę i usłyszałm jej głos zacząłem coś bełkotać bez sensu i składu, nie dość, ze skrępowany to jeszcze upity tanim spirytusem rozrobionym z jakimśświństwem. Jakimś cudem wybełkotałem, że chciałbym się z nią spotkać na kawie i uwaga, zgodziłą się na spotkanie ze mną! Nie wierzyłem i nie pamiętałem włąściwie całej rozmowy ale zapamiętałem to, że się zgodziła na spotkanie na 100%. Humor mi się poprawił. I postanowiliśmy z kolegą tego dnia spić się do reszty z radości tym razem. Teraz najlepsza część. Pod koniec dnia totalnie pijany zadzwoniłem jeszcze raz do niej. już zupełnie utopiony zacząłem mówić jakieś idiotyczne teksty, wulgarne i prymitywne dotyczące jej atrakcyjności i wyglądu, nie obrażające oczywiście jej ale wygłupiłęm się co nie lada. Prawdopodobnie ona się rozłączyła pierwsza a ja poszedłem spać. Kolejnego dnia uświadomiłem sobie co zrobiłem i myślałem , że spłonę ze wstydu. Napisałem jakiegoś smsa z przeprosinami ale nie dostałem odpowiedzi. Skasowałem jej numer. bo nie mógłbym już chyba ze wstydu nawet pokazać się jej na oczy. Depresja trwała półtora roku do nikogo się wtedy nie odzywałęm zerozycia towarzyskiego, ciagły zły, a właściwie – tragiczny nastrój, zero radości z życia i ból serca. I to jest włąśnie rzecz, któej boję się najbardziej, zeby znów nie mieć takiej depresji po zagadaniu do klientki. Nikomu nieżyczę takiego stanu, dosłownie dwa lata życia wykreślone z życiorysu. Kiedy się pozbierałem po depresji postanowiłem nigdy już nie próbować, nie podchodzić nie dzwonić do zadnych dziewczyn. Dziś mam 29 lat, nie mam i nigdy nie miałem żadnej dziewczyny, całowałem się dosłownie RAZ w życiu i to na największej najebce z dziewczyną, która nawet nie kontaktowała kim jestem. Nie mówiąc już o żenieniu się czy zakładaniu rodziny. Oto sposób jak można w ciekawy sposób zmarnować sobie kawał życia. Pozdrawiam

    Reply

    Grzywocz February 11, 2012 at 02:49

    Hej, Twoja historia wymiata. Niech będzie przestrogą dla innych. Wielki szacunek, że nam o tym powiedziałeś. Dziękuję. Ja głęboko wierzę w to, że każdy z nas może się zmienić, jeśli tylko chce i wierzę, że osiągniesz to, co zechcesz. Najważniejsze, że się przebudziłeś. Historia jest naprawdę druzgocąca i dobrze opisuje Twoje emocje. Warto ją przeczytać. Jesteśmy w kontakcie.

    Reply

    Pietja February 12, 2012 at 23:25

    Do Grzegorza – > Stary mocna historia, przygnębiła mnie na moment jak się wczułem w Twoje emocje. Każdy z nas ma mniej lub bardziej traumatyczne przeżycia i wspomnienia jeśli chodzi o brak pewności siebie, wstyd, odrzucenie. Ale to jest przeszłość i doświadczenie. Dotkąłeś dna. To powinna być dla Ciebie lekcja na całe życie. Nie możesz za nic w świecie sprawdzić aby to sie powtórzyło. To właśnie powinno Cię motywować do pracy i zmiany. Masz 29 lat. Stary najlepsze lata życia przed Tobą. Nie wkręcaj sobie, że jak do 30 nic większego nie osiągnąłeś to już dupa blada i zmarnowałeś życie. Nie słuchaj otoczenia w tej kwestii, bo oni nie wiedzą co jest dla Ciebie najlepsze. Nie wmawiaj sobie, że zmarnowałeś kawał życia tylko, tylko potraktuj to jako zajeb*stą lekcje, kop na rozpęd i zacznij działać zamiast rozmyślać. Z doświadzenia wiem, że rzeczywistość bardzo często jest totalnie różna od naszych wcześniejszych rozkmin, projekcji i wyobrażeń. Teraz jest Twój czas. Zacznij działać, bo nie chciałbyś chyba za 10 lat , majać 39 na karku dalej mieć tekie rozterki, i pluć sobie w brode, ze miales szanse sie zmienic, a zabraklo Ci jaj. Tą złość i wku*wienie na siebie pownieneś zamienić na konkretne działania a nie zadręczanie się. Mi zmiana zajęła dobre kilka miesięcy, ale opłacało się. Teraz to wszystko weszło mi w krew. I oczywiście ja też mam takie momenty, że żałuję, że nie wiedziałem o tym co uczy Paweł 5-6 lat temu, no ale cóż… Bardziej mnie przeraża to, co by było gdybym nigdy nie natrafił na Pawła. Ku*wa dalej pływałbym w gó*nie. Tak !!! To mnie najbardziej przeraża, że gdyby nie natrafił na Pawła pewnie miałbym depresję i brał leki (kto wie, roznie mogloby byc, bo bylo bardzo źle z moją psychika, brakiem pewnosci siebie, nieakceptowalem siebie, przez mysl nawet mi nie przeszlo, ze ja moge sie komus podobac, mialem tak niska samoocene, ze szkoda gadac). A Teraz dzięki naukom Pawła mogę czuć się prawdziwym facetem i wiem, że nim jestem. Oczywiście ta moja zmiana nastąpiła stopniowo. Jestem dumny teraz z tego, w którym miejscu się znajduję jeśli chodzi o pewność siebie, relacje z kobietami i w ogóle ludzmi. Paweł jeszcze raz Ci przy okazji dziękuję :) P.S. BYĆ SOBĄ ahaaaa jasneee taaaa i co jeszcze. Takie gadki i teksty do niczego nie prowadzą i nic konkretnego nie uczą i nie wskazuja drogi. Niestety większość przez “bycie sobą” wpie*dala się w niezłe gówno. Pozdrawiam. Hej.

    Reply

    Araniranir February 8, 2013 at 00:27

    W życiu bardzo ważne jest bycie sobą, bo jeśli nie soba to kim? Problem polega na tym, że większość ludzi źle to rozumie “bycie sobą” i podkłada pod to same negatywne żeczy. np. Jeżeli ja boję sie podejść do kobiety to jestem w tym momencie sobą, nieśmiałkiem , albo jeżeli chcę leżeć przez cały dzień w łużku i wpierdalać pizze to jestem sobą to to jestem Ja. Życie nie polega na tym żeby założyć maskę i tak długo żyć tą maska aż ona stanie się nami. Trzeba odnaleźć w sobie pasje i jakieś cele, to do czego chcemy dążyć w życiu i realizować to jacy chcemy być. To nie jest po prostu bycie sobą, to jest bycie AŻ SOBĄ-to wielkie wyzwanie. Kidy żyjemy w zgodzie z własnym ja to naprawde przyciąga ludzi nie tylko kobiety i sam dopiero niedawo to zrozumiałem.

    Reply

    Hubert February 13, 2012 at 15:30

    Witam wszystkich. Na szczęście jeszcze nie przeżyłem tak stresujących historii jak wyżej wymienione. Jedyna kobieta, która dostawała i dostaje prezenty to moja mama. Jest dla mnie najważniejszą kobietą na ziemi i to jej należy się bukiet róż.
    W tą sobotę pisała do mnie dziewczyną, która dała mi kosza jakieś 3 miesiące temu. Usunąłem jej numer i odezwała się do mnie z powrotem. Chodź nie powinienem to pisałem z nią sms’y . Zaczęła owijać w bawełnę ale od razu wiedziałem o co jej chodzi. Gdyby nie Twój materiał to umówił bym się z nią i potem znowu żałował …
    Stary, dziękuję Ci bardzo za uratowanie skóry .
    Pozdrawiam wszystkich wtajemniczonych .

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 21:15

    Gratuluję! Nie dałeś się wciągnąć w to samo bagno i od razu to wyczułeś,że może cię to spotkać.Bo niby czego może ona chcieć od ciebie,odnawiając znajomość po tym,jak dała ci kosza?Oczywiście,że się pobawić. Świetnie,że się nie dałeś i w dodatku zrobiłeś to w męski sposób,bo nie uniosłeś się i jej nie pocisnąłeś,opanowałeś swoje emocje. Jakbyś spróbował,to ona dawałaby ci złudne nadzieje a potem by się znudziła i znowu cię olała (wiem,bo sam próbowałem po raz drugi i właśnie taki scenariusz przechodziłem). A tak nie dajesz się w to wciągnąć, pokazujesz,że jesteś opanowanym i szanującym się gościem i nie dajesz jej satysfakcji z bawienia się tobą. Pzdr

    Reply

    Pietja February 13, 2012 at 16:09

    Do Huberta – > Bardzo dobrze, że olałeś temat. Miałem identyczną sytuację i to jest jedyne możliwe wyjście. Jestem pewien, że laska się po prostu nudzi, chce połechtać swoje ego lub nikt ciekawy obecnie się wokół niej nie kręci, dlatego z braku laku chciała z Tobą pokręcić, żebyś trochę koło niej poskakał. Dobrze, że znasz już te tanie zagrywki. Pozdro.

    Reply

    Hubert February 13, 2012 at 21:42

    Hey Pietja, drugi raz się nie dam … Twierdziła : “przydała by mi się taka osoba na walentynki ja Ty bo nie mam się do kogo przytulić ” No stary, jaka żenada … Chciałem jej pocisnąć aby zmieniła teren poszukiwań ale dałem pokój. 3maj się

    Reply

    Pietja February 13, 2012 at 22:12

    ŻAŁOSNE!!! To takie schematyczne i typowe. Czyli tak jak myślałem. Bo jej w głowie zostało, że jesteś potulnym, miłym chłopcem na zawołanie, ale się przeliczyła. Za niedługi czas na 100% znów by Cię wystawiła, bo ktoś inny pojawiłby się na horyzonciem, bo Ty dla niej jesteś tylko nic nieznaczącą zapchajdziurą. Według mnie super zrobiłeś, że jej nie pocisnąłeś i nie pokazałeś negatywnych emocji ze swojej strony, zachowałeś spokój, samookontrolę, opanowanie i dyscyplinę, nie jest to łatwe wbrew pozorom. Według moich doświadczeń i obserwacji olanie laski na spokojnie jest o wiele mocniejszą bronią niż jej pocisniecie, wdawanie sie w dyskusje, wypominanie, jakieś żale, pretensje itp. Bo wtedy ona nie bedzie miala Cie za chama, gbura, prostaka, dupka tylko będzie skołowana i nie bedzie wiedziala co sie dzieje i często będzie sie zagnębiać tym dlaczego jej nie pragniesz. Życzę dalszych sukcesów w samorozwoju i relacjach z kobietami. Pzdr.

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:41

    Chłopaki, gratuluję wam obojgu. Zrobiliśmy ogromne postępy i jestem z was dumny. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, co wy. Pozdro!

    Reply

    Mateusz March 29, 2012 at 20:03

    Kurde nawet z komentarzy można się wiele nauczyć :D

    Reply

    Asia February 14, 2012 at 20:42

    Co to w ogóle ma być ?? Boże człowieku nie radź facetą bo Ci nie wychodzi..!!! Ktoś przez Ciebie może stracić wspaniałą kobietę !!!! Ciągle mówisz o tym że kobiety powinny się zastanawiać nad tym co facet który jej się podoba robi w Walentynki…zastanów się Ty nad tym co Ty mówisz i radzisz !!! Nie każda kobieta lubi konkurować …mam nadzieję że tego nagrania wysłuchały i zastasowały tylko największe zdesperowane matoły …jesteś tragiczny a twoje nagranie przechodzi z rak do rak ale kobiech i uwierz mi wszystkie mamy ogromny ubaw…nie znasz kobiet wiec co Ty komu radzisz ??

    Reply

    Bazyl February 14, 2012 at 22:51

    A po co ty tu wogóle włazisz, to jest strona dla facetów, spadaj stąd pasztecie.

    Reply

    Paweł February 17, 2012 at 22:18

    W tekście masz wyrażnie napisane , że jak sie nie jest z tą dziewczyną na stałę .!! Krytykujesz autora a czy w ogole chciałas go zrozumieć ??

    Reply

    Robert February 14, 2012 at 22:14

    Imo wychodzi mu pomaganie faceta, tresci ktore sie dowiedzialem tutaj sa wiecej warte niz od tych wszystkich PUA. Kobieta ma myslec o danym facecie a nie miec podane wszystko na tacy, jak tu juz bylo wiele razy podawane to co dostajemy za darmo to nie szanujemy tego i tu sie zgodze, zawsze szanujemy cos/kogos bardziej na co zapracowalismy ciezka praca i jakims wysilkiem. Skoro nazywasz mnie zdesperowanym matolem to ja moge Ciebie nazwac zakompleksiona osoba ktora boi sie konkurencji, tak btw to zapewne nawet dziewczyna nie jestes ;) , ale ok moze lubisz takie zabawy ^^ nie wnikam w to.

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:42

    dzięki, dobrze powiedziane. Masz typowy przykład kobiet, na które bycie wyzwaniem nie działa i bardzo dobrze.

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 20:40

    Świetnie,że Paweł wskazuje tutaj na te błędne zakorzenienia kulturowe i przekonania,które potem się na nas odbijały. Taa,zostaw karteczkę,kwiatuszki i gadaj jej,jak ją kochasz,jaka jest piękna… w ten sposób tylko wykładasz karty na stół i jesteś kolejnym pajacem na sznurkach,którym się można pobawić, bo to jest nudne,to raz,a dwa,że tak podporządkowującą się osobą jest nie sztuka manipulować. Zwłaszcza,że nie ma żadnych opcji w swoim życiu.

    Co do komentarza odnośnie zdesperowanych matołów…desperat robi właśnie te rzeczy, o których wspomniałem na początku mojego komentarza,czyli to przymilanie się i wyznawanie uczuć, jeszcze zanim się ludzie poznają i oddawanie za darmo adoracji. Potem ludzie się zazwyczaj rozstają,bo myślą sobie ,,Ooo,już się nie muszę starać” (de facto żadnego starania nie było,bo tylko sobie posłodzili troszkę i już się związali),a potem przestają to szanować (bo nikt nie docenia tego,na co nie musiał sobie zapracować) i zaniedbują się i dochodzi do rozstania. Nie każda kobieta lubi konkurować? No cóż…faceci też muszą konkurować o kobietę,i lubi czy nie lubi,to jest to niestety konieczne,jeżeli nie ma się kogoś na stałe.Jest wiele ludzi i nie można stawiać wszystkich kart na jedną osobę,jak się z nią nie jest.A jak się nie uda,to co?Koniec?Nie będziesz nikogo szukać? Pomimo konkurencji trzeba spróbować kogoś poznać,a potem doprowadzić do związku z tą osobą. W końcu spotka się kogoś,dla kogo jest się bezkonkurencyjnym.

    Ktoś może stracić wspaniałą kobietę,jak nie wyjawi o sobie od razu wszystkiego,pokazując,że nie ma żadnej innej opcji w swoim życiu?

    No spoko…tylko ciekaw jestem,jaką satysfakcję byś miała w związku z facetem,o którym dowiesz się wszystkiego po paru dniach znajomości i który rzucił ci się do stóp. Jak byś go potem szanowała.

    Noo,fajnie,jak ktoś byłby stworzony tylko dla nas.Ciągle nam gada o swoich uczuciach,daje prezenty,nie ma nikogo innego.Tylko potem staje się to trochę (a nawet bardzo) nudne.Zresztą coś,co przychodzi łatwo,łatwo odchodzi.

    Proponowałbym trochę zagłębić się w sens tego artykułu i zaakceptować istnienie konkurencji,zamiast obrażać autora. Bo naprawdę wiele rzeczy chcielibyśmy za darmo,ale ludzie nie mają do tego szacunku.A takie trudności jak konkurencja da się przezwyciężyć i jest naprawdę MNÓSTWO czasu,by poznać drugą osobę.

    Paweł

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:44

    Paweł, Ty też to rozumiesz. Jesteś tu nie pierwszy raz i do mnie też piszesz o swoim rozwoju, dzięki za to i tak trzymaj!

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 23:21

    Chciałbym też opowiedzieć swoją historię

    Nie wydarzyła się ona w Walentynki,ale też była dla mnie traumatycznym,ale jednocześnie bardzo wartościowym przeżyciem,bo dostałem nauczkę na przyszłość,czym się kończy zaangażowanie w nieodpowiednim momencie i w przypadku natrafienia na niewłaściwą osobę.

    W II klasie liceum mój kumpel zapoznał mnie ze swoją koleżanką. Bardzo mi się spodobała,mój ideał,jeśli ch,była niższa ode mnie,szczupła i bardzo ładny uśmiech.Gadaliśmy trochę,początkowo myślałem,że to będzie kolejna znajoma,z którą będziemy sobie mówić tylko ,,cześć” i nic więcej. Ale ona podchodzi do mnie na jednej przerwie,na następnej, i za każdym razem się uśmiecha do mnie i jest rozradowana w mojej obecności, więc szybko się zakochałem. Po 3 dniach znajomości ona mnie pyta:
    - Spieszysz się gdzieś
    - Niee,nie aż tak
    - No to porozmawiaj ze mną! :)
    No i zaczęliśmy rozmawiać,potem już były spotkania co przerwę, odprowadzałem ją jeszcze na zajęcia angielskiego i na autobus i nie wiadomo na co liczyłem,że ona pewnego dnia pozwoli mi być ze sobą.

    Ale dziwnym trafem ona dawała mi coraz więcej znaków.Później już droczyliśmy się,ona czasem mnie dotknęła,a w końcu moja i jej klasa mieliśmy jechać do Warszawy. Tu był pierwszy sygnał ostrzegawczy,gdy zaproponowałem jej spacer,bo ona zapytała:
    - Ale jak mam to odbierać?
    - (udałem kretyna) Niee,nijak :)
    No i tak sobie wtedy połaziliśmy, ona mi wtedy zaczynała opowiadać (zresztą już wcześniej o tym wspominała) jakie ma problemy ze swoją klasą,jaka jest wdzięczna mojemu kumplowi (do dziś najlepszemu przyjacielowi),który mnie z nią poznał,że jej pomagał. Wróciłem kompletnie załamany po tym,zwłaszcza że później ona mnie przez tydzień unikała

    Ale potem znowu sielanka! Znów rozmawiamy,droczymy się,tym razem zaczęła mnie dotykać w rozmowie, w końcu dochodziło do tego,że pozwalała mi się przytulać. Wtedy już totalnie się wkręciłem, już myślałem,że związek z nią jest tylko kwestią czasu. No i któregoś dnia ja ją przytuliłem i usłyszałem następujące słowa:
    -Eeej uważaj z tymi ruchami.Jesteś tylko moim kolegą i niczym więcej :)

    Słowa były wypowiedziane z uśmiechem,ale mimo wszystko byłem strasznie zaskoczony i zraniony,dlaczego ona najpierw mnie kokietuje a teraz wyjechała do mnie z takim tekstem! Jakby mnie jeszcze za słabo pierdolnęło,to jeszcze poczułem się jak jakiś nieumiejący się kontrolować zboczeniec.Byłem zdesperowany i chciałem ją za wszelką cenę przeprosić.Oczywiście był to piątek,więc 2 dni miałem serce przy gardle,jak ona zareaguje.

    Dobra,jest wreszcie ten poniedziałek!

    Patrzę,że ona stoi w pobliżu innych osób,ze swoją klasą albo gada z koleżanką,a ja bałem się poprosić ją o gadkę na osobności.Ale w końcu znalazłem ją samą,powiedziałem jej gadkę,którą sobie wcześniej przygotowałem,że to był impuls,już nigdy więcej tego nie zrobię,dopóki mi na to nie pozwoli,a ona,że nie jest moją dziewczyną,że musimy ograniczyć nasze kontakty i żebym jej nie odprowadzał i nie łaził za nią na każdej przerwie.Ona sobie poszła,a ja jeszcze zawołałem
    -Przepraszam!
    -Dobrze,przeprosiny przyjęte

    I to wszystko!Już w ogóle byłem zdesperowany,że to spierdoliłem i tak się męczyłem,że po 2 dniach czekania podchodziłem do niej i jeszcze prosiłem jak pizda o wyjaśnienia,by się uspokoić i w końcu przełamałem się,mimo strachu,że spieprzę to jeszcze bardziej i podszedłem i zacząłem klepać jak połamany:
    - Chciałem się ciebie spytać,na czym ma polegać granica…
    -Co!? (spytała takim tonem,że aż mnie coś ścisnęło)
    -O co ci chodziło z ograniczeniem kontaktów? Nie będziemy się więcej spotykać?
    -Normalnie!Rozmawiamy,ale kontroluj się.

    I za chwilę dodaje

    - Nie chcę się wdawać w jakiś związek z chłopakiem.Żeby nie było,że ci coś obiecywałam

    W końcu zmieniła ton,i widziałem pewną litość w jej oczach.Trochę się uspokoiłem,ale teraz chciałem odzyskać tamto,gdy się droczyliśmy i przytulaliśmy.Oczywiście teraz wiem,że to było bez sensu,ale byłem totalnie zdesperowany.

    W końcu ona na przemian gadała ze mną miło,a raz nie chciała gadać.W końcu doszło do tego,że ja spytałem,czy mogę ją odprowadzić,jak wcześniej,wiedziałem,że nie będę z nią,ale chciałem być przy niej.A ona pyta mnie – Ale jak mam to odbierać,podchodzisz do mnie i się do mnie łasisz (mówiła to miłym,ale pełnym politowania i smutnym tonem).Powiedz mi,o co ci chodzi,ale tak szczerze

    Po chwili milczenia:
    -Ja cię bardzo lubię i chcę się z tobą przyjaźnić

    Spojrzała z niedowierzaniem,po czym ja mówię:
    -No dobra,chcę czegoś więcej,ale skoro nie chcesz,ja cię nie chcę do niczego zmuszać.

    Ona mi na to – Mógłbyś mieć do mnie pretensje,że ci coś obiecywałam

    Ja mówię,że nie,a ona mi na to – Nie obiecuj sobie nic.Ja nie szukam chłopaka.Nigdy nic

    I zaraz dołująca rozmowa na temat ,,nieszczęśliwej przyjaźni”,potem ona do mnie,że skoro muszę i mam taką potrzebę,mogę ją odprowadzić. Nie znalazłem jej potem,żeby ją odprowadzić,wiedziałem,że robię z siebie łajzę,ale ja już chciałem tylko przy niej pobyć i już mnie nie obchodziło,że robię z siebie kretyna

    Później spotkałem ją w stanie załamania,coś do niej mówię,ona mi nie odpowiada,więc poszedłem i powiedziałem cześć,a ona mi z płaczem odpowiedziała. Byłem zdesperowany i załamany na maksa.Na drugi dzień jeszcze do niej podszedłem a ona wykrzyczała,żebym jej dał spokój i nie ma humoru,żeby rozmawiać,a jeszcze się zapytałem ciotowato – Ale z mojego powodu? – a ona – Nie!

    Ulżyło mi trochę, ale nie na długo,potem jeszcze ona rozmawiała ze mną czasami i mówiła mi cześć,ale mnie unikała.Przeniosła się następnie do innej szkoły. Któregoś dnia spotkałem ją na ulicy i się chciałem jej odpłacić (wiem,że to było idiotyczne),ale jak ją spotkałem na ulicy przypadkiem (bo mieszkam w małym mieście,gdzie moja szkoła była niedaleko jej) to ona odwróciła się do mnie i uśmiechnęła,a ja udałem,że jej nie znam.Myślałem,że to koniec historii,ale jeszcze do tego było bardzo daleko…Jeszcze potem na Wielkanoc wysłałem jej życzenia i mi odpisała,więc myślałem,że chociaż pozostaniemy przyjaciółmi

    Przez całą tą historię miałem załamkę i płakałem w poduszkę i zamulałem przy przyjaciołach.Ale potem w wakacje zacząłem udawać kolesia,który ma na wszystko wyjebane i się niczym nie przejmuje (dopiero teraz tak mam naprawdę),ale wtedy już musiałem sobie udowodnić,że mi przeszło i jestem zajebisty. To były wakacje,w które spiłem się pierwszy i ostatni raz.Teoretycznie na luzie,choć nie miałem spokoju od myśli o tamtej dziewczynie

    Po skończonych wakacjach znowu ją spotkałem,chciałem powiedzieć cześć,ale ona tym razem udała,że mnie nie zna i znowu byłem cały dzień zdołowany.

    Ale najlepsze zaczęło się,jak były targi uczelni na Politechnice.

    Tam ją przypadkiem znowu zobaczyłem,ona się uśmiechnęła do mnie,ja do niej i cześć,jak starzy przyjaciele.A za chwilę koleżanki spytały jej,kim jestem,a ona,że tym chłopakiem,co się w niej zakochał.Normalnie radocha!Byłem cały w skowronkach,nareszcie to doceniła.Szał! (Teraz wiem,na jaką ciotę wyszedłem wtedy).Potem spotkałem ją na przystanku i odnowiliśmy kontakt.Najpierw ona gadała,jak jej tam lepiej,potem przeprosiła mnie i zacząłem się z nią znowu spotykać,po jakichś 2 miechach podszedłem do niej i zapytałem,czy nie chce się ze mną wybrać na pizzę w ferie zimowe,a ona,że zobaczymy,jak jej się z autobusami uda.Oczywiście się nie udało,ale ja nadal nie dawałem za wygraną i się z nią spotykałem licząc,że coś z tego będzie.

    W czasie spotkań to oczywiście była często rozmowa na siłę,rzadko jakaś spontaniczna,taka sama z siebie,a już w ogóle zawsze byłem w skowronkach,jak ona była w świetnym humorze.Raz zapytałem ją,czy szuka chłopaka,no i dostałem za swoje,bo ona zaczyna opowiadać o poprzednich,którzy jej się podobali,a potem mnie pyta ,,A co,masz kogoś?”.Wiele razy czekałem na mrozie i szukałem po wszystkich miejscach przez 2 godziny,gdzie mógłbym ją spotkać,jak jej nie spotykałem.

    Któregoś dnia spotykam ją na maksa wkurzoną i ona mnie pyta,czy mógłbym ją zostawić w spokoju,bo jest znerwicowana.I znowu ja się potem przez SMS-a pytam dlaczego,strasznie się o nią zacząłem bać,jak ona mi napisała,że ma problemy osobiste i chce być sama i nie chciała napisać jakie…Potem ją spotkałem i ona spytała – Co ja jestem,twoja dziewczyna,że się o mnie martwisz? A ja spytałem – Czyli nie spotykamy się już
    A ona – Może…Jak będę chciała,to się spotkam…

    Byłem ostro wkurzony,a potem znowu ją spotykam,a ona mi tłumaczy,że ona jest tylko takim typem człowieka,co to się wyżywa i jeśli mnie uraziła,to przeprasza.A potem jeszcze nie dawałem za wygraną,ale już jak z nią później pogadałem i mnie zlewała w rozmowie (np. powiedziałem jej za którymś razem,że ładnie wygląda,a ona z ciężkim westchnieniem – Dzięki!Po tym już coś we mnie pękło i dałem sobie spokój)

    Jakoś dałem sobie radę z tym,choć było ciężko jeszcze później. Dopiero porady Pawła pozwoliły mi wyciągnąć najlepsze wnioski z tej lekcji i się rozwinąć.

    Pozdrawiam wszystkich,którzy wkroczyli na tę piękną drogę samorozwoju

    Paweł

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:56

    Hej Paweł, świetna historia! Poważnie, naprawdę potrafisz się otworzyć. To wielki dar i gratuluję, że widzisz czarno na białym, jakie to było wtedy daremne. Stary ten tekst “jesteś tylko fajnym kolegą” niszczył mi psychikę i poczucie wartości przez właściwie cały okres szkolny aż do drugiego roku studiów. A pod koniec liceum i na początku też bardzo chciałem rozmawiać z dziewczynami o związkach i być ich przyjacielem. Doskonale wiem, jak to jest być ciotą i nawet o tym nie wiedzieć i cierpieć. Dlatego jak się zacząłem uczyć o kobietach to nie miałem żadnych skrupułów, aby nigdy więcej nie przyjaźnić się z kobietami. Albo numer, spotkania sam na sam i całowanie albo nara przez duże “N”. Gdy nabrałem obycia i pewności siebie uznałem, że posiadanie koleżanek jest ok, pod warunkiem, że ja to zauważyłem, że nie mam czego szukać i akceptuję ten stan, a nie jak wcześniej robię sobie nadzieje i torturuję się nadziejami na coś, czego nigdy nie dostanę. Gratuluję wszystkim wyciągającym wnioski i przypominam moje ulubione słowa: “Nigdy nie próbuj zatrzymać kogoś, kto nie chce zatrzymać Ciebie”. pozdr!

    Reply

    Adrian February 5, 2013 at 09:03

    A co zrobić jak mam dziewczynę, która jest bardzo religijna i normalnie nie wiem jaki ma stosunek do całowania?

    Reply

    Kamilos February 5, 2013 at 15:53

    Pocałuj ją to się dowiesz jaki ma stosunek

    Reply

    Patryk February 5, 2013 at 15:58

    Witaj. Moja walentynkowa historia podboju dotyczy wydarzenia sprzed kilku lat, a zaczęła się na kilka dni przed dniem 14 lutego. Spytałem pewną dziewczynę, która mi się wtedy podobała, jakie ma plany na ten dzień. Odpowiedziała, że nie ma żadnych, więc zaproponowałem jej spacer. Zgodziła się, po czym wpadłem w panikę – co w ogóle mam zrobić na spotkaniu. Spytałem więc kolegę, typowego znawcę poradników o ‘podrywie i uwodzeniu’. Poradził mi kupić jej jakiegoś wielkiego pluszaka, stworzyć romantyczny nastrój w moim pokoju przez kilka świec, zgaszone światło, zasłonięte okna. Jako, że nie miałem wtedy grosza przy duszy – oddałem jej moją nagrodę ze szkolnego konkursu talentów. Był to właśnie wielki pluszak. Jako, że konkurs odbył się kilka dni wcześniej, przed walentynkami i całym moim zachodem o udany wieczór – pluszak był w dobrym stanie. Pożyczyłem jeszcze wtedy od kolegi trochę pieniędzy, które wydałem na słodycze – również dla niej. Wiem, że je uwielbiała, więc chciałem jej się przypodobać. Byłem stałym bywalcem koncertów, widziałem tam ją często, znałem jej gust muzyczny. Przygotowałem kilka ballad jej ulubionych zespołów. W dzień walentynek, przed samym wyjściem zapaliłem te świece i wyszedłem. Byłem na tyle podniecony tym spotkaniem, że nie myślałem nawet, że mogę wywołać pożar w mieszkaniu. Nie myślałem logicznie. Spotkaliśmy się i to była jedna wielka katastrofa. Nie spędziliśmy ze sobą nawet godziny, po prostu przyszła i poszła. Moje starania co do przygotowania pokoju poszły na marne. Wielki pluszak też. Od razu po walentynkach kontakt się urwał, a ja desperacko próbowałem go odnowić. Pisząc to i znając treść wszystkich Twoich emaili, które do tej pory dostałem – widzę ile błędów popełniłem i -prawdę mówiąc wstydzę się ich. Ale cóż, człowiek uczy się na błędach. Dziękuję za wszystkie informacje, które od Ciebie uzyskałem, dzięki nim mam już inne podejście do tematu kobiet. Pomogłeś mi się rozwinąć i z niecierpliwością czekam na kolejne maile. Pozdrawiam, Patryk.

    Reply

    Marek February 5, 2013 at 18:56

    Ja mam takie pytanie. Czy można napisać coś do dziewczyny w walentynki, ale nie chodzi mi o bzdety typu ” Na górze róże, na dole fiołki, a my siękochamy jak dwa aniołki”, tylko coś z jajem, na przykład że jest za wąska w biodrach, ciągle szura jak chodzi, wyzywa mnie i ogólnie jej nie lubię np na fb ? Pozdrawiam.

    Reply

    Koki February 5, 2013 at 20:40

    ale po co chcesz takie coś do niej pisać? W ten dzień wogóle nie powinieneś być dostępny na portalah typu Facebook,nk oraz na gg itp tak samo(albo i jeszcze bardziej) jak w piątek i sobotę.

    Cytat z artykułu:
    “Bądź tajemnicą i pozwól się dziewczynie zastanawiać, co, gdzie i z kim będziesz robił w ten dzień.
    Dzięki temu dziewczyny będą myśleć o Tobie i zwiększać zainteresowanie do Ciebie. Jeżeli jesteś teraz sam, to na Walentynki ?zniknij z powierzchni Ziemi? i pozwól się kobietom zastanawiać, co robisz. ”

    Dokładnie.Zniknij z powierzchni ziemi.Zrób sobie porządek w szafie,wyprasuj ubrania…cokolwiek.

    Reply

    Zibson87 February 5, 2013 at 23:34

    Hehe… chyba każdy facet minimum raz na własne życznie stawał się łajzą.
    U mnie łajzowanie trwało przez 25 lat… ale ostatnia historia stała się początkiem mojego nowego życia…

    Wszystko zaczęło się gdzieś w okolicach 2009 roku, kiedy na jednej ze
    studenckich dyskotek ujrzałem cudowną dziewczynę… no po prostu mój
    ideał. Niska, szczupła, długie proste czarne włosy, brązowe oczy i
    cudowny uśmiech… W skali 1-10 spokojnie dawałem 9,5. Regularnie
    pojawiała się z kilkoma koleżankami na imprezach, a ja tylko patrzyłem
    na nią i wzdychałem… byłem zbyt nieśmiały żeby podejść. Stałem,
    kręciłem się w ich zasięgu, ale nie robiłem NIC!
    Na jednej z imprez jedna z jej koleżanek sama do mnie podeszła, żeby
    się zapoznać (okazało się, że wpadłem jednej z koleżanek w oko).
    Szybko wykorzystałem tą sytuację, żeby się zapoznać z tą
    właściwą, która mi się podobała, ale w rozmowie byłem taki spięty,
    że sam nie do końca wiedziałem co mówię… do tego jakieś głupie
    teksty i pokazywanie na parkiecie, jak to ja potrafię tańczyć (oczywiście taniec solo)… ogólnie tragedia.

    Jakoś sprawy się tak potoczyły, że znajomość z tą
    “idealną” i jej najlepszą przyjaciółką zaczęła się
    rozwijać… znaczy się pozornie rozwijać, bo cała znajomość opierała
    się na pogaduchach na portalach społecznościowych i koleżeńskich
    wizytach w klubach, ale dla mnie wtedy to była droga do serca kobiety.
    Ehh…
    Okazało się, że ona jest przyjezdną studentką, w moim mieście mieszka
    tylko tymczasowo, a jej dom rodzinny jest ponad 170 km od uczelni.
    Nie zraziło mnie to. Jak ostatni idiota krążyłem wokół nich jak
    satelita, byłem na każde zawołanie, oczywiście super miły, uczynny i
    bezkonfliktowy. Nie robiłem absolutnie nic, żeby ją odizolować do
    spotkania we dwójkę, a wieczorami układałem milion planów co będzie,
    jak już będziemy parą (Mega strzał we własne kolano!)

    Tygodnie mijały, ja się coraz bardziej nakręcałem marzeniami, aż
    przyszły wakacje… na ostatniej imprezie przed jej wyjazdem spotkałem
    ją w klubie… oczywiście była z jakimś gościem z jej miasta. Ogromna
    załamka, ból, żal… próbowałem nie dać nic po sobie poznać… ale
    chyba było widać o co mi chodzi, bo jej przyjaciółka podeszła do mnie
    i powiedziała “To jest jej przyjaciel. Znają się długo, ale to nie
    jest to…”.
    Marne pocieszenie… Ona wyjechała z tym kolesiem do swojego miasta na prawie 3 miesiące, a ja zostałem bez
    niczego… ani numeru tel. ani jakiegokolwiek kontaktu…

    Po paru tygodniach załamki, jakoś się ogarnąłem, zacząłem znowu
    chodzić na imprezy i po jakimś czasie ułożyłem sobie wszystko. Mijały
    miesiące, ona wróciła na studia, ale już znajomość się ochłodziła.
    Zwykłe koleżeństwo – mnie przestało zależeć i olałem temat. Pisałem
    na GG z jej przyjaciółką, czasami widywaliśmy na jakiejś imprezie…

    Sprawa wróciła pod koniec 2011 roku, kiedy zacząłem dostawać miłe
    smsy z obcego numeru. Szybko zdałem sobie sprawę, że jest to właśnie
    ona. Oczywiście od razu włączyła się we mnie ‘grzałka’ i
    milion myśli na sekundę “Najwidoczniej ona sobie wszystko
    przemyślała i dojrzała do tego, że widocznie jestem fajnym
    gościem” (a byłem tylko zapełnieczem czasu). Bardzo szybko popłynąłem w rozwój tej znajomości.
    Pisała do mnie codziennie, potrafiliśmy pisać ze sobą do późnej nocy
    (A gdzie tajemniczość!). Zaczęliśmy chodzić na imprezy – ale niestety
    w trójkę – przyjaciółka przyzwoitka też musiała być.
    Znowu zaczęło mi bardzo zależeć na niej. Po kilku tygodniach ogarnięty
    stresem drżącymi rękami wyklepałem smsa, który miał umówić nas na
    spotkanie… o dzwonieniu nie było mowy! No przecież zeżarłby mnie
    stres, nie wspominając o tym, że z każdą sekundą klucha w gardle rosła…

    SMS brzmiał mniej więcej tak “Cześć. Zbliża się Gwiazdka. Mam
    trochę prezentów do kupienia. Chciałabyś ze mną pochodzić po sklepach
    i rozejrzeć się za czymś konkretnym?”
    Odpowiedź przyszła szybko i było w niej milion wykrętów, że nie ma
    czasu i dlaczego napisałem jej dopiero teraz, a nie kilka dni wcześniej.

    W głowie przytoczyłem milion wytłumaczeń jej zachowania… że
    nieśmiała, że zabiegana, że ją zaskoczyłem tym smsem…
    Spróbowałem tydzień później… oczywiście z kilkudniowym
    wyprzedzeniem. Odpowiedź przewidywalna… w ten dzień nie mogę, bo…
    bla bla bla…

    Trzecie podejście na umówienie spotkania było kilka tygodni później… też
    usłyszałem tysiąc wymówek.
    Puściły mi nerwy, ale nie robiłem avanti tylko najzwyczajniej w świecie
    strzeliłem focha i przestałem się odzywać bez podania powodu.
    Doszedłem do wniosku, że nie warto inwestować w tą znajomość, bo to
    nie ma sensu.

    Po kilku dniach przyszedł sms. “Przepraszam za wszystko co było z
    mojej strony nie tak”. Bardzo szybko mnie ugłaskała i zaproponowała
    ,że możemy spotkać się w trójkę. “Dobre i to” -
    pomyślałem.
    Znajomość znów rozkwitła i znów skakałem przy nich jak pchła na
    psie.
    Spotykaliśmy się raz w tygodniu (w trójkę!) i codziennie tony smsów.
    Co ciekawe, kiedy ja wyrażałem jakieś swoje zdanie albo opinię o nich
    to od razu foch i obraza. Byłem bardzo mocno zaangazowany i nie
    wyobrażałem sobie, ze można zakończyć tę znajomość, więc
    ustępowałem. Myślałem o niej jak
    o przyszłej żonie i nic nie było w stanie mnie z tego wybić z tego stanu.

    14 lutego.. walentynki. Siedziałem cały wieczór klepiąc głupoty na GG. Pojawiła się ona. Zaczęliśmy ze sobą pisać o spędzaniu walentynek. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak…
    [...]
    -Co robisz dzisiaj wieczorem? – napisała na GG.
    -Właściwie nic, siedzę w domu, a ty?
    -Ej… naprawdę nigdzie nie wychodzisz? No co ty?
    -NIe mam nastroju, ale ty zapewne będziesz gdzieś się bawić.
    -Jakbyś zgadł. Jestem umówiona i zaraz wychodzę. Idę na sesję zdjęciową nad jezioro, tuż po zachodzie słońca.
    - O proszę. Takiej to dobrze. To życzę udanej zabawy we dwoje – odpisałem porządnie wkurzony i wręcz paliłem się z zazdrości.
    -A myślisz, że tylko we dwójkę będziemy? Idę na sesję ze swoimi mężami* , których nie widziałam ho ho… (*Mężowie = jej najlepsi koledzy-przyjaciele)
    - To ilu ty masz tych mężów?
    -Zdziwiłbyś się :) A ty przynajmniej sobie film jakiś obejrzyj, bo nie można tak przesiedzieć walentynek.
    [...]
    Zrobiłem z siebie łajzę do kwadratu, a później jeszcze znalazłem sto usprawiedliwień dla jej zachowania. Totalna porażka.

    Najlepsze zaczęło się w lutym 2012, kiedy do znajomości wkroczył jakiś gość z
    jej szkoły. Widać, że jemu również zależało i zaczął się
    wyścig… o to kto będzie z nią tańczył na imprezie, o to kto ją
    odprowadzi – dosłownie wyrywaliśmy ją sobie… Kiedy widziałem, że on
    ją przytula na parkiecie włosy stawały mi dęba… Ja
    nienawidziłem go, a on mnie. Beznadziejna rywalizacja dwóch łosi…

    Punkt krytyczny osiągnąłem podczas powrotu z jednej z bardzo udanych
    imprez. Świetnie się z nią bawiłem, było jak w bajce, ale już powrót
    był zdominowany przez niego. Szli przytulali się, a ja wkur*ony na maxa
    szedłem z tą jej przyjaciółką i gadaliśmy o duperelach. Ostatnia
    wymiana zdań przed rozejściem się. Pomyślałem “teraz albo nigdy -
    pocałuję w usta na do widzenia – niech tamten widzi kto tu rządzi”.
    Bach. Ogólne zdziwienie. Laska zdziwiona, tamten koleś aż wytrzeszcz
    dostał… Rozeszliśmy się… Do domu wracałem cały w skowronkach, że postawiłem na swoim i teraz tylko godziny dzielą nas od bycia parą.
    (masakra!!!)
    Jakąś godzinę po powrocie do domu dostałem sms… “Nigdy więcej mnie tak
    nie zaskakuj. Dobrze?”. W tym momencie zrozumiałem, że jestem
    spalony… Czułem się jak wrak człowieka…
    Następnego dnia dostałem sms od niej. “Hej. Jestem z koleżanką i nie mamy
    pomysłu na wieczór… chcesz się dołączyć?”… a ja skończony
    idiota poszedłem do nich…
    Z dnia na dzień byłem coraz bardziej zagubiony… nie potrafiłem się
    odnaleźć. Wiedziałem, że ta znajomość się kończy… ale nie
    widziałem nic poza nią…
    Zaczęła mi pisać jakieś historie o facecie, z którym się spotykała w czasach liceum, ale tak naprawdę nigdy ze sobą nie zerwali…
    Kiedy zacząłem jej doradzać, a ona odpisała “Ty nic nie rozumiesz… po prostu bądź kumplem i wysłuchaj mnie… po prostu BĄDŹ KUMPLEM…” zrozumiałem, że ta znajomość nigdy nie miała sensu i nic dla niej nie znaczę. Minęło kilkanaście tygodni, żebym się pozbierał.

    Minął rok… mamy kolejny 2013…

    Tamta ‘idealna kobieta mojego życia’ stała się przez ten czas w moich oczach
    zrzędzącą samolubną intrygantką, która bawi się facetami i flirtuje
    dla sportu. Sporo winy było też z mojej strony, bo na własne życzenie
    wpakowałem się w to… i to 3 razy :)
    Zerwałem z nią kontakt, ale przecież ona nie mogła tego tak
    zostawić… Pisała do mnie, a ja olewałem, robiła wyrzuty, a ja
    olewałem… w końcu zdesperowana napisała “Chciałabym żeby było
    jak dawniej!”. Ale mnie to już nie ruszało :)

    Wróciła do mojego miasta na studia podyplmowe. Miałem okazję spotkać ją kilka dni temu na jednej z imprez… była z tamtym pseudo-przyjacielem i z koleżanką – przyzwoitką. Podszedłem przywitałem się z nimi i poszedłem się bawić w drugim końcu parkietu. Oczywiście koleżanka-przyzwoitka znalazła mnie i próbowała mnie zabrać z powrotem do nich, ale dała sobie spokój po tym jak poprosiłem do tańca jedną z dziewczyn będących na parkiecie.

    Tamten gość nadal siedzi w tym gównie i krąży przy niej jak satelita. Trochę mi go szkoda, bo został okręcony wokół jej palca. Cóż jego sprawa – nie mam zamiaru na siłę go edukować, bo to nic nie da i tylko wyjdę na zazdrosnego desperata… przyjdzie czas, że sam zrozumie.

    Czas mija… ja inwestuję we własny rozwój – zainteresował mnie temat relacji międzyludzkich, w wolnych chwilach dokształcam się w dziedzinie siły podświadomości, mowy ciała, mimiki twarzy i roli gestów w życiu człowieka. Oczywiście bardzo wciągnął mnie temat relacji z kobietami i każdego dnia wyznaczam sobie nowe cele. Przestałem korzystać z portali społecznościowych – zniknąłem z życia internetowego.Było ciężko z tym skończyć ale udało się.
    Nagle okazało się, że znajomości z neta to była fikcja, i tylko niepotrzebnie traciłem cenny czas na ślęczenie godzinami przed monitorem i dawaniu “lajków” na FB, obcym ludziom, których traktowałem jak przyjaciół. Teraz mam czas na czytanie książek, słuchanie muzyki, zacząłem odnajdywać w sobie pasje i hobby.
    Sięgnąłem dna na początku 2012 roku i wreszcie zrozumiałem co jest w życiu ważne. Ostatni rok to dla mnie czas ogromnej pracy nad sobą i co najważniejsze akceptacja samego siebie – polubienie swoich zalet i przyznanie się przed samym sobą do wad. Krótko mówiąc przestałem udawać, że jestem “zaje*isty”, a zaczłąłem żyć w harmonii z samym sobą.
    Nadal czuję taką wewnętrzną blokadę przy poznawaniu nowych dziewczyn, ale nie jest to już paraliżujący strach powodujący bezwład nóg i stawanie w miejscu, jak to było jeszcze kilka lat temu. Zrozumiałem jakiego typu kobiety szukam, nauczyłem się działać a strach często jest dodatkową motywacją. “No ja nie dam rady???”. Pojawiły się również sukcesy w pracy; nieraz już słyszałem od koleżanek “Zmieniłeś się. Kiedy się poznawaliśmy byłeś chłopcem…”:) NIe ma nic bardziej motywującego do dalszych zmian.

    Gratuluję cierpliwości tym, którzy doczytali do końca.

    Pozdrawiam

    Zbyszek

    Reply

    Koki February 9, 2013 at 12:41

    Świetna historia.Trzeba się rozwijać.Tak trzymaj!

    Reply

    Marmar February 6, 2013 at 11:46

    Też kiedys byłą łajzą. W gimnazjum miałem jedną dziewczynę, która sama mnie poznała i “poderwała”. Pisałem jej poematy, traktowałem jak bóstwo i po jakimś czasie kopnęła w dupę. W liceum byłem sam. W maturalnej klasie kolega zapoznał mnie kiedyś ze swoją siostrą cioteczną. Wyglądała dość przeciętnie i miała niskie poczucie własnej wartości. Wtedy tak nie wierzyłem w jakikolwiek sukces z kobietami, że byłem gotowy być z kimkolwiek, aby nie być samemu. Jakie to głupie:) Nie stresowałem się przy niej ponieważ nie była atrakcyjna dla mnie fizycznie. Zacząłem się z nią spotykać u niej pod jakimś głupim pretekstem i po kilku spotkaniach pocałowałem. Zaczął się toksyczny związek trwający 2 lata. Byłem z nią aby kogoś mieć. Po roku znajomości postawiła mi ultimatum, że albo będzie seks albo mnie zostawi. Dzwoniła cały czas, dopytywała się “czy mnie kochasz” itd. Po dwóch latach “związku” znalazłem materiały Pawła i ją zostawiłem. Po dwóch miesiącach się załamałem i wróciłem do niej jak łajza. Zmarnowałem kolejne pół roku tłumacząc sobie, że ona jest zakochana we mnie a mnie nie stać na kogoś lepszego. Tym razem ona zerwała, gdyż obiektywnie mówiąc później zacząłem ją traktować trochę “chłodno”. Najgorsze że cały czas wmówione miałem w głowie że ją kocham. Teraz się bardzo cieszę, że w końcu przemieniłem swoje życie. Od pół roku studiuje wszystkie materiały Pawła. Jestem sam, ale zagaduję lepiej czy gorzej do obcych dziewczyn, miałem kilka “randek” (pierwszy raz w życiu), zwiększyłem pewność siebie. Żałuje, że mając dopiero 22 lata zmieniam się. Lepiej teraz niż nigdy. Oczywiście później dzwoniła i nagabywała mnie czując moją przemianę, że żałuje i chce wrócić. Nakłamałem jej przez tel. że mam wspaniałą dziewczynę itd.
    Zadzwoniła dzień przed Wigilią… z propozycją seksu zamiast życzeniami. Oczywiście olałem ją totalnie i wyśmiałem. Później zacząła przepraszać. Teraz mam standarty wobec kobiet. Piszę to by zniszyć swoje ego i by zmotywować się do działania nad pewnością siebie i rozwojem relacji z wartościowymi kobietami a nie tymi złymi.

    Reply

    Paweł February 7, 2013 at 01:10

    Hejka
    Odwiedzam komentarze od niedawna i chciałbym dodać coś od siebie…
    … na początku warto jeszcze raz podkreślić, że z samych komentarzy można wiele się nauczyć.
    Opowiem Wam moją ostatnią historię, która raczej się zakonczyła,
    Ale od poczatku…
    Znam się z nią ponad rok, jest na tym samym roku co ja i w tej samej grupie na studiach. Normalne widywanie się na uczelni, nic więcej, tylko zwykła komunikacja szkolna, (ale w środku mnie projekcja, hmmmm ładna wyróżnia się na tle innych dziewczyn może coś z tego by było, ale ja nic bez żadnych objawów zainteresowania, traktowałem ją jak powietrze).
    Minął ponad rok, jest 26 styczen sobota, siedze caly dzien sam bez planów na reszte dnia, nagle SMS od niej. ,,Co robisz dziś wieczorem, może jakiś wypad na miasto?”
    Byłem w szoku, ale zażartowałem ,,Ubieraj sie idziemy we dwojke do klubu”.
    Zgodziła się, po dwoch godzinach byłem u niej, wypilismy troche alko, porozmawialismy przyjemnie o swoim dziecinstiwe, pamietam ze zaczeła mówić o swoich byłych ale szybko przestała gdyż skutecznie i zdecydowanie zmieniłem temat. Okey wychodzimy do klubu. W klubie tanczymy tylko ze soba, zero znajomych, gdy nie mamy sil do odpoczynek, jej głowa poleciała na moje ramię, dotykała mnie w ramię, w kolano jeszcze przed wyjsciem, kilka razy dłuuuugie wpatrywanie się w oczy jednym słowem . Uslyszałem od niej w trakcie jednego z tanców ,,Spełniły się moje marzenia” i ,, Jak bede miała wesele, to od razu Cie zapraszam”. Nie musze pisac co w mojej głowie sie działo?? oczywiscie cała projekcja o mnie i o niej. Reasumujac 7 godzin we dwojke.
    Jest niedziela, juz wczesniej ustalilismy ze grupa około 8 osób spotkamy sie u niej w domu i zrobimy małą imprezę. I tak było. Nie bede pisał co i jak było, ale wspomne o jednej rzeczy. Gdy musiałem sie wyciszyc i pobyc chwile sam, wyszedłem na klatke schodową, po jakimś czasie przyszła do mnie, pamiętam że od razu powiedziałem ,,Wiedziałem że do mnie przyjdziesz…” potem położyłem moją dłoń na jej kolano, objąłem za plecy i powoli nasze twarze zbliżały się ku sobie, pocałowaliśmy się, ale z mojej strony to był najgorszy całus na świecie, wiem że był strasznie niepewny, to było dotknięcie warg i tyle, bleeeee, wiem ze zrobiłem błąd ze dopuściłem takiej sytuacji, a dwa ze nie byłem pewny tego całusa. Lecimy dalej, impreza sie skonczyła, ale zostawiłem portfel, nastepnego dnia dzwonię i sie pytam o ktorej moge po portfel przyjsc, powiedziała ze o 22. o 22 sie zjawiłem ale jej nie było portfel mi dała jej wspólokatorka, Rozmyślałem przez godzine dlaczego? Skoro powiedziała że bedzie a jej nie było. Po dwóch godzinach telefon od niej, że wie że byłem po portfel i przeprasza ale nie mogła byc, okey jakos to zrozumiałem.
    Wtorek dałem sobie wolne.
    Środa zadzwoniłem, ogólnie co u niej słychać.
    Czwartek, całą grupą idziemy do klubu, generalnie nic ważnego nie bylo, moge dodać ze najwięcej z nią tanczyłem z pośród wszystkich, ale nie na siłę, tanczyłem też z innymi dziewczynami.
    Piątek,dzwonię do niej, w po to żęby umówić się na dwóosobowe spotkanie w sobote 60 minut kawa herbata w kawiarni, żęby luzno i przyjemnie spedzic czas, poniewaz w niedziele zjezdzam do rodzinnej miejscowości na 2 tygodniowe ferie i bym jej nie widział, poza tym w niedziele zasugerowała mi żebym pojechał w niedziele za tydzien a nie w piatek zaraz po czwartkowej imprezie klubie, zgodziłem sie z mysla ze w sobote sie spotkamy. Okey dzwonie w piatek, zgodziła się i powiedziła że sie ,,… zdzwonimy” że pracuje do 15 a o 21 idzie ze wspollokatorka gdzies tam.
    Jest sobota. 15.00 nic 16.00 nic 17.00 nic 17.46 dzwonie do niej, jakies 6 sygnałów nie odbiera, juz wiem ze to koniec, nie dzwoniłem juz wogóle, nic. w Smutku i trochę żalu wróciłem do domu.
    Minęło 5 dni od tej porażki. Zwracam się o radę do Was i do Pawła. Dzwonić jeszcze do niej i i zaangażować spotkanie we dwójkę? Czy darować sobie? A jeśli nawet nic z tego nie wyjdzie, to czy dalej mam się zapisać z nią na kurs tańca do jednej ze szkół na kilka lekcji po feriach bo widzicie, takie były plany i to z jej strony pierwsze wyszły, zeby razem sie zapisać na tańce,
    Przepraszam za błędy w pisaniu, sukcesem dla mnie będzie jeśli ktoś to raz przeczyta i z innej perspektywy oceni tą całą sytuację, Z góry bardzo dziękuję, i jeśli kiedyś Ona to przeczyta to niech przeczyta to jeszcze raz :)
    Pozdrawiam

    Reply

    Grzywocz February 7, 2013 at 02:06

    Widzę, że jesteś kompletnie nowy na blogu i w swojej historii nawet nie zdajesz sobie sprawy z błędów, jakie popełniasz. Spotkania w gronie znajomych to nie randki, więc nic nie znaczą. Poza tym wtedy masz utrudnione zadanie, bo dziewczyna jest rozproszona znajomymi oraz oni nakładają na was presję w postaci plotek. Nie byłeś dla niej żadnym wyzwaniem, nie dawałeś jej przestrzeni, miałeś z nią praktycznie codzienny kontakt, byłeś na jedno jej zawołanie. Jej się nudziło w sobotę, jeden sms do Ciebie, a Ty już do niej lecisz i spędzasz z nią 7 godzin na imprezie. W dodatku operujesz w dalszym ciągu na poziomie myślenia: “Zapiszę się z nią na kurs tańca, aby się do niej zbliżyć”, co jest kompletną pomyłką, bo w taki sposób pokazujesz kobiecie strach przed przejęciem inicjatywy i umówieniem spotkania czysto towarzyskiego sam na sam (zwanego przez niektórych RANDKĄ). Przez takie zachowanie w najlepszym wypadku zostaniesz jej kolegą, z którym ona chodzi na kurs tańca. Robisz wszystko, aby zabić zainteresowanie tej dziewczyny i nie zdajesz sobie z tego sprawy w przeciwieństwie to pozostałych czytelników, którzy zamieścili swoje historie. Polecam Ci nagrania: Jak Zdobyć Dziewczynę W 12 Randek” – tam są dokładnie wytłumaczone nasze zachowania, które wszystko psują oraz konkretne kroki, które trzeba inicjować, aby doprowadzić do związku z dziewczyną.

    Reply

    Marcin February 11, 2013 at 19:59

    Pawle, proponuję Ci pomyśleć o jakimś osobnym miejscu do dzielenia się historiami i spostrzeżeniami. Może coś w stylu forum.

    Reply

    Paweł February 7, 2013 at 09:33

    Dziękuję, za mega-szybko odpowiedź, :) Kupiłem jeden poradnik i słucham go naokrągło jak mantry, wiem że to nie koniec, kolejny będzie JAK ZDOBYĆ DZIEWCZYNĘ W 12 RANDEK. Jeszcze raz dziękuję za wskazanie kierunku i otwarcie oczu.

    Reply

    Maciej February 7, 2013 at 14:19

    Cześć!
    U mnie jakieś dziwne, nietypowe wyzwanie, niby jeszcze trochę do 14 lutego, ale warto już wiedzieć co zrobić, tego wyjątkowego dnia… Ale zaraz coś na to poradzimy, zapewne.
    Myślałem jeszcze do niedawna, że normalnie, wiadomo, iż spotykamy się 14 lutego, w ogóle nie ma o czym mówić. Teraz tak się zastanawiam… Doszedłem do wniosku, że na pewno nie spytaj Jej sam, co robi 14 lutego, czy się widzimy, itd… Porażka to by była niesłychana… Jeszcze przed ogarnięciem tego tematu od Ciebie Pawle, myślałem sobie… Napiszę do Niej – Będę po Ciebie o tej, a o tej “, albo w ogóle bym nie uprzedzał, tylko bym po prostu, wpadł… Zabrał gdzieś, taka niespodzianka. Nawet bym dał prezent… Teraz, nie wiem.
    Sprawa wygląda tak :
    Całujemy się, spotykamy sam na sam, co piątek, ZAWSZE, już mam tak ustalone, tzw. “randka”, we wtorki widzimy się na pewnym projekcie, który razem realizujemy.
    Chodzimy za rękę… Gdy mi się zachcę… Mógłbym uprawiać z Nią seks, gdybym chciał, jesteśmy bardzo blisko. Nie byłoby problemu, ale nie chcę być taki szybki i łatwy. Właśnie chcę tego, żeby bardziej się postarała, wykazała… Bo brakuje mi tego z Jej strony. Chociaż wszyscy Nasi wspólni znajomi mówią mi… Zobacz jak Ona na Ciebie patrzy, bla,bla, bla… Że oczy Jej się świecą, a ja to zlewam, itd… Ale właśnie, nie czuję tego, tego… Zainteresowania. Nie wiem czy to może Jej nieśmiałość, czy boi się mojego odrzucenia? Albo po prostu, nic nie ma takiego, a na pewno nie aż tak i mogę mieć racje. Jeśli spyta się mnie, co robię w Walentynki, to mimo tego, że jesteśmy naprawdę blisko, a chcę być raczej bardziej trudny i niedostępny… Ale z drugiej strony, nie chcę żeby Jej się zrobiło zbyt przykro. Mimo wszystko, gdy spyta… (bo sam nie spytam, to wiadomo, bo chyba nie powinienem i tak by wyszło lepiej?), to odpowiedzieć, że lecę na Malediwy na grubą imprezę np? Albo po prostu… Że już mam plany? I tyle? Warto przytoczyć, że na drugi dzień, tj. piątek, jedziemy razem na wycieczkę, na którą jesteśmy już ustawieni od dawna.
    Właśnie się odrobinę pogubiłem i nie wiem, czy w moim przypadku spotykać się w Walentynki, czy właśnie nie… Wydaje mi się, że to trochę specyficzna sytuacja, albo… Tak mi się tylko wydaje. I po prostu, normalnie, nie spotykać się tego dnia, bo to daje właśnie tą nadzieje i większą pewność, że chciałbym z Nią być… Fakt, chcę, w przyszłości. Ale nie chcę, żeby była tego taka pewna. Wiadomo o co chodzi, prawda?

    Pozdrawiam i dziękuję, że robisz to, co robisz Pawle! :)

    Reply

    Grzywocz February 8, 2013 at 03:10

    Ile masz z nią spotkań sam na sam, to jeden wyznacznik. Jeżeli masz mniej niż 10 i one nie zapytała o piątek lub sobotę, to dlaczego za darmo oddajesz jej te dni. Po drugie, dlaczego od początku znajomości:

    co piątek, ZAWSZE, już mam tak ustalone, tzw. “randka”,

    Świetnie, nie jesteście nawet parą, ale Ty już masz zawsze piątek zarezerwowany. Taka przewidywalność dla kobiety to zabójstwo Twojej atrakcyjności i pewna droga do rutyny nudy.

    Gdybyś miał nagrania kursu: “Jak Zdobyć Dziewczynę” to by nie było mowy o takim zachowaniu. Sam piszesz:


    Ale właśnie, nie czuję tego, tego… Zainteresowania. Nie wiem czy to może Jej nieśmiałość, czy boi się mojego odrzucenia

    Bo nie jesteś dla niej żadnym wyzwaniem. Ona doskonale wie, kiedy Cię znowu zobaczy (zawsze w piątek i nawet nie musiała na ten dzień zapracować), więc teraz już nie odwrócisz tej sytuacji, bo ona wie, że ma Cię już w garści.

    Ty się boisz, że ona obawia się odrzucenia z Twojej strony? Nieźle. Ona zna się na tych sprawach 10 razy lepiej od nas. To kobieta. To jest Twoja racjonalizacja Maciek, że ona jest niby nieśmiała, a tak naprawdę nie widzisz tego, że zabijasz swoją atrakcyjność poprzez zbyt dużą dostępność.

    Po trzecie na samym początku znajomości nie może być mowy o jakichkolwiek planach na przyszłość, bo to pokazuje Twoje karty czarno na białym i jesteś super dostępny. Zero wycieczek całodniowych lub spotkań dłuższych niż 4 do 5 godzin maks.

    Ona powinna się czuć, jakby każde spotkanie mogło być ostatnim i zaczynać się Ciebie pytać o piątek lub sobotę oraz pytać czy widujesz też inne dziewczyny i czy możesz już przestać i widywać tylko ją.

    Ale to się już nie stanie, bo Ty do początku znajomości umawiasz się z nią na wycieczkę, na którą jesteście ustawieni od dawna. Ha! Ciekawe od jak dawna. Mam nadzieję, że nie od pierwszej randki.

    Ja na Twoim miejscu “modliłbym się” o to, czy ona w ogóle chce być jeszcze z Tobą w związku oraz czy kiedykolwiek zacznie Ci okazywać takie zainteresowanie, jakie chcesz, bo jak na razie to nie czujesz tego zainteresowania i tłumaczysz to jej nieśmiałością.

    Przesłuchaj wszystkich nagrań Audio Action Steps Gwarantujące Sukces w kursie: “Jak Zdobyć Dziewczynę W 12 Randek”. Jak robisz wszystko dobrze, to dziewczyna zaczyna Ciebie gonić.

    Jak popełniasz błędy, to potem trudniej ją rozgryźć albo w ogóle zabijasz zainteresowanie.

    Jeżeli ona posiada do Ciebie zainteresowanie, to nie zapyta: “Co robisz w Walentynki” – gdyby tak powiedziała, to powiedz: “Dlaczego pytasz?”

    Ona powinna powiedzieć coś w stylu: “Czy widzimy się w Walentynki?”. Wtedy mówisz: “To zaproszenie na randkę? ;) ” I niech ona odsłoni się jeszcze bardziej, że chce Cię wtedy zobaczyć.

    A jeśli nic takiego nie powie, to ten dzień w ogóle nie istnieje dla Ciebie. Tak jak napisał czytelnik poniżej.

    Dodałbym jeszcze, że w pierwszej kolejności, to dziewczyna wie czy chce już być z Tobą w związku i o to w końcu zapyta. Między 6 a 10 spotkaniem, jeśli robisz wszystko dobrze. Czasami dłużej, jeśli kobieta naprawdę jest nieśmiała, co nie zmienia faktu, że musisz być dla niej tajemnicą i wyzwaniem.

    A jeśli nie wie, to znaczy, że obniżyłeś jej zainteresowanie lub nigdy go nie było. To musi wyjść od niej. Jeśli Ty się pierwszy wyłożysz, to może być za wcześnie, więc trzymaj dystans.

    A pierwsze spotkania powinny być krótkie (4 do 5 godzin), dopóki nie zostaniecie parą. Wycieczki całodniowe odpadają. Teraz już się wpakowałeś i musisz jechać. Powodzenia.

    Reply

    Araniranir February 8, 2013 at 01:37

    Walentynki są dla stałej dziewczyny. I absolutnie nikt nie jest bardziej kompetentny żeby wiedzić za Ciebie jaka masz relację z tą dziewczyną. Bo albo już jesteście razem albo Ty dopiero chcesz żeby tak było. Jeśli juz jest “Twoja dziewczyna” to obowiazkowo planujesz że spędzisz z nią czas w walentynki, w drugim przypadku nie spotykasz się.

    Reply

    Ja525 February 8, 2013 at 13:52

    Cześć wszystkim! Moja historia walentynkowa miała miejsce podczas pierwszego roku studiów. Chodziłem na wf na siatkówkę, na jednym boisku grali faceci, a na drugim dziewczyny. Baaardzo spodobała mi się pewna dziewczyna, piękna, jak marzenie ;-) Okazało się, że nawet studiujemy na tym samym kierunku. I tak próbowałem znaleźć jakąś okazję, żeby zagadać, czy coś, bo się w niej zakochałem (jak frajer, do tego czasu nigdy z nią nie gadałem, tylko jak wchodziliśmy na wf to się cześć powiedziało). Jednak wydawało mi się, że ona też jest mną zainteresowana, bo to się na wfie spojrzała. Raz zagadałem przed wf-em bo się pytała o jakieś kolokwium, od tego momentu jeszcze się utwierdziłem w przekonaniu, że to musi być wielka miłość….. Nadchodziły niedługo walentynki, więc pomyślałem, że to właśnie jest moment, żeby przejść do działania, frajerstwo…. I tak myślałem, żeby było coś oryginalnego, akurat był ciekawy mecz w siatkę w Arenie Ursynów. Skoro “poznaliśmy się” na siatkówce to pomyślałem, że taki mecz to będzie dobry wybór. Ale została kwestia zaproszenia jej… Nie miałem nr… Akurat kilka dni przed walentynkami natknałem się na nią na uczelni, ale oczywiście zfrajerzyłem powiedziałem jest tylko “cześć”… Ostatnią szansą był facebook, no i tak napisałem do niej dwa dni przed walentynkami. Zacząłem, że słyszałem że się interesuje siatkówką i może chciałaby ze mną pójść na meczyk, ona się chętnie zgodziła, bo powiedziała, że nie ma innych planów…. (kolejne frajerstwo). I tak oto doszło do spotkania. Oczywiście pomyślałem o jakimś prezencie – piękna róża + tandetny lizak w kształcie serca… (masakra…) Ja oczywiście przed randką byłem strasznie zadowolony, że idę z taką laską w walentynki na randkę i to jeszcze w walentynki… Ale i stres we mnie był bardzo duży. Spotkaliśmy się w centrum, dałem jej prezenty, już zaczęło się trochę niezręcznie… Następnie podróż metrem… Początek jeszcze coś się rozmowa kleiła, ale później było już źle… Dojechaliśmy na miejsce atmosfera była już gęsta… No, ale wbijamy na meczyk. Akurat się zaczyna, w trakcie meczu super głośno, tylko na przerwach da się coś rozmawiać… Również było słabo ona się głównie pytała o zawodników, to jej opowiadałem bo o tym mogłem mówić nawet w wielkim stresie. Albo pytała się, czy ja też umiem takie zagrania, ja oczywiście odpowiadałem, że “taaak, no proste” aby jakoś zaimponować… :/ A na przerwach technicznych spiker organizował walentynkową zabawę, że para która się pojawiła na telebimie miała się pięknie pocałować…. No więc w trakcie tej zabawy było jeszcze gorzej, bo było jeszcze bardziej drętwo. A ja powiedziałem jaka fajna walentynkowa zabawa i zapadła cisza…! Mecz się skończył, wyszliśmy, zaproponowałem żebyśmy do metra się przeszli spacerem bo to kilka przystanków, a ja chciałem jej wtedy powiedzieć jak bardzo ją kocham i w ogóle… Atmosfera była bardzo sztywna, rozmawialiśmy jak przez większość czasu o uczelni, mnie to męczyło, ale skoro ona chce to pomyślałem, że ją to interesuje. W rzeczywistości o czymś musiała rozmawiać, żeby nie było cały czas ciszy… Doszliśmy do metra, mi się oczywiście nie udało wyznać tego co chcę… Dobra zrobię to później… Jedziemy metrem, we mnie to wszystko się wzbiera, stresik jeszcze bardziej rośnie, dojeżdżamy do centrum. No i teraz myślałem, że to moja ostatnia “szansa”, to już się mamy rozstawać, ona dziękuje za to spotkania, a ja wtedy swoje zaczynam… jak bardzo mi się podoba, jak bardzo jest dla mnie ważna itp… Ona widać, że nie wiedziała co powiedzieć, zapadła niezręczna cisza i powiedziała no tak było miło dzięki i poszła!
    Jak pisałem tego posta śmiałem się, jak można było być takim frajerem… Oczywiście historia skończyła się w ten sposób, że już nigdy nie rozmawialiśmy od tej chwili…. Randkę walentynkową wspominam strasznie, byłem tak bardzo spięty, że nie byłem sobą. Byłem tak zestresowany bo po pierwsze myślałem, że ta dziewczyna jest ideałem dziewczyny dla mnie, a po za tym już sobie wyobraziłem jaka to jest wspaniała miłość i jaką bedę miał piękną dziewczynę.
    Po tej historii zacząłem czytać Paweł Twoje poradniki i myślę, że powoli robię duże postępy. Wiem, że popełniłem tu mnóstwooo błędów, o których piszesz w swoich poradach. Dzięki Ci za to! Niestety trzeba zaliczyć wielką porażkę, żeby zrozumieć swoje błędy.

    Pozdrawiam Cię Paweł!

    Reply

    Darek February 12, 2013 at 18:42

    Co za tydzień…
    Poniedziałek: Dzień Chorego.
    Wtorek: Ostatki.
    Środa: Popielec.
    Czwartek: Walentynki.

    Reply

    Luki February 15, 2013 at 18:38

    Paweł kiedy będą wyniki konkursu walentynkowego?

    Reply

    Grzywocz February 15, 2013 at 18:42

    Najprawdopodobniej publiczne ogłoszenie wyślę w poniedziałek.

    Reply

    xtro January 28, 2014 at 22:15

    Cześć Paweł, wielokrotnie powtarzałeś że nie da się zdobyć kobiety logiczną gadką argumentami itp, a ja z upotrem maniaka dalej idę w ten deseń i o dziwo widzę że to “zaskakuje”, może nie osiągam spektakularnych efektów ale może to być spowodowane brakiem doświadczenia, ale myślę że ten temat nie jest do końca spalony i nikt na tym polu jeszcze nie działał.

    Reply

    lato February 11, 2014 at 10:49

    Cześć wszystkim! Moja historia walentynkowa miała miejsce podczas pierwszego roku liceum.Poznałem na fejsie dziewczynę z mojej szkoły.Pisaliśmy ze sobą przez około 2 miesiące.Cały flirt szedł przez sms.Poprostu masakra.Próbowałem się z nią umówić na spotkanie przez sms!Byłem łajzowaty pytałem się nawet czy mnie lubi.Po dwóch nieudanych próbach umówienia spotkania odpuściłem(wtedy nie znałem jeszcze Twoich porad).Ona napisała do mnie po miesiącu,żebym jej pomógł w nauce z fizyki akurat w walentynki.A ja jak ten potulny piesek się zgodziłem,nawet przez myśl mi nie przeszło żeby tego nie zrobić:) Spotkaliśmy się,ogólnie masakra.Byłem nudny,przewidywalny,mało flirtu.Cały czas tylko o szkole i nauczycielach, często zapadała niezręczna cisza.Teraz się śmieję,ale wtedy to byłem zawiedziony,zrobiłem sobie ogromną presję i od razu afirmacje co będziemy razem robić za 5 czy 10 lat xd
    Pozdrawiam
    Paweł

    Reply

    Tomek February 14, 2014 at 17:35

    Czyli jeżeli nie jesteśmy parą (i tak nie moglibyśmy sie spotkać w ten dzień) to nie dzwonie do niej?

    Reply

    Es.Es July 26, 2014 at 09:57

    Kiedyś, kilka lat temu ze względu na niesmiałość bałem się jakichkolwiek interakcji z kobietami.Byłem po prostu nudy, przewidywalny, małomówny i zero pewności siebie. Stało się, że się zakochałem, w dziewczynie z którą przez pewien czas rozmawiałem, zwierzałą mi się, o sobie, rodzinie swojej, swoim ówczesnym chłopaku. Wyszło tak, że po pewnym czasie się w niej zakochałem i kiedyś, pod wpływem alkoholu, powiedziałem jej że ją kocham. Po jakimś czasie rozmawialiśmy i powiedziała mi że możemy zostać przyjaciółmi. No więc się zgodziłem na to, chociaż jeszcze póżniej około 3 lata się męczyłęm z tym nieodwzajemnionym uczuciem. Póżniej nagle owo zakochanie mineło… i tak pozostało do dzisiaj.
    A znamy się od 10 lat, potrafię w jej głosie wyczuć emocje, kiedy jest zła, kiedy zadowolona, wesoła, kiedy jej smutno, gdy nie ma ochoty gadać, kiedy płacze, słowem niemal wszystkie emocje. Dzieki tej przyjażni, poznałem ją ją bardzo dobrze i dziś tak z perspektywy lat, to uważam że dobrze się stało, że wtedy gdy ja się zakochałem, to ona powiedziała mi tylko przyjaciel. Znając ją tak dobrze, akceptuję jej wady, ale dobrze się stało że nie zostalismy przed kilku laty parą, bo na pewno już dawno związek by się rozpadł, a my nie chcielibyśmy się znać.
    Kiedyś, tak z ciekawości wpisałem w przeglądarke “jak postępować aby znależć dziewczynę”. No i trafiłem na Twoją stronę i porady. I od początku byłem sceptycznie nastawiony. Ale z czasem zacząłem analizować, swoje postępowanie, w stosunku do przyjaciółki, a także do innych kobiet. I okazało się, że byłem ciągle miły, pomocny, uczynny, narzucałem się kobietom, a pózniej dziwiłem się co ona chce, przecież ja się staram. Po pewnym czasie zacząłem realizować Twoje wskazówki, i chociaż nie wszyskie się sprawdzają w 100% (np. w przypadku nieśmiałych kobiet, potrzeba nieco innego zachowania), to jednak przyniosły pozytywne efekty.
    Także czasem warto nie nastawiać się krytycznie do rad kogoś kto doświadczył wielokrotnie odrzcenia
    Zdróweczka :)

    Reply

    tomek November 20, 2014 at 23:39

    :D sami kumple ! :) .. przyjemnie się to czyta :) może warto pomyśleć o stworzeniu portalu http://www.konfesjonał.pl ;) no dobra.. żarty na bok, bo to już północ dochodzi ;) .. dobra robota Paweł, mam tylko prośbę opatruj w cudzysłów te wersy, które tego potrzebują, bo szkoda Twojej pracy ;) ..no to co ? zaraz siusiu, konik i spać ! ;)

    pozdrawiam !

    Reply

    Uzio February 9, 2016 at 14:31

    to mam dylemat..
    mieliśmy 6 randek, całujemy się. Niby nie stała dziewczyna, ale 6 randek to nie tak mało. Muszę się zastanowić czy ją zapraszać w walentynki cdzy nie… walę w tynki

    Reply

    Pietr20 February 5, 2017 at 22:56

    mam 8 spotkan z dziewczyną. bardyo mozliwe, ze do walentynek bedzie to 9 spotkan. Oczywiscie od 4 spotkania sie całujemy. Ona mnie łapie za rękę na spotkaniach, ostatnio NA PRZYWITANIE chciała dostać krótkiego całusa w usta, sama to zainicjowała, tak samo jak chodzenie z rękę. Ale oficjalnie nie jestesmy w związku, spotykamy sie raz w tygodniu, wszystko zgodnie z planem. Pytanie, co jesli ona zapyta mnie: “co robisz we wtorek 14.02?” ? Co mam jej wtedy odpowiedzieć? Albo co jesli mi zaproponuje, abysmy we wtorek 14.02 sie spotkali? Mam sie zgodzic wtedy na spotkanie czy nie zgadzac sie i zaproponowac spotkanie 15 albo 16? Jesli miałbym sie zgodzic na jej propozycje spotkania 14.02 to kupic jej wtedy jakis mały symboliczny prezent, np małego lizaka w kształcie serduszka, czy nic takiego nie kupowac? Jesli ona sama nie wyjdzie z inicjatywą na 14.02, to ja ją zaproszę na 15.02 lub na 16.02 na spotkanie, ale na 14 na pewno ja jej nie zaproszę pierwszy teraz.

    Reply

    Grzywocz February 6, 2017 at 09:05

    Odpowiadasz pytaniami: “Dlaczego pytasz?”, a jakby chciała się spotkać, to “Czy to zaproszenie?”. Następnie mówisz: “Jestem już zajęty, ale możemy się spotkać 15.02.17 w środę” i umawiasz się na spotkanie. Ja bym się trzymał zasady, że walentynki są dla stałych par. Na spotkaniu w takiej sytuacji bez związku jest ogromna presja na prezenty lub kwiaty, wszędzie dookoła zakochane pary, zabójstwo tajemniczości i wyzwania oraz nie wiadomo, czy jej coś dawać czy nie, bo przecież nie jesteście parą, więc nie będziesz jej nic dawał, a ona jednak może czegoś oczekiwać skoro to walentynki. Dlatego dla uniknięcia głupich nieporozumień ja bym się trzymał od tego z daleka.

    Reply

    Miron February 13, 2017 at 01:16

    Wskrzeszę temat o łajzowatych historiach i opowiem swoją :
    Zeszłego roku mój dobry kumpel z którym byłem na rybach powiedział mi że ma na oku kilka dziewczyn/kobiet i chce w końcu kogoś sobie znaleźć na stałe ,ja mu powiedziałem pewnie próbuj i przytoczyłem jakiś tekst Barney Stinsona z komediowego serialu jak poznałem waszą matkę (jak ktoś nie oglądał to przybliżę że straszny kobieciarz , podrywa i wykorzystuje kobiety).
    Kolega zaprosił mnie innego kolegę jeszcze z podstawówki z dziewczyną i właśnie jedną dziewczynę o której mi mówił wcześniej na rybach że mu się podoba na spływ kajakami, myślałem sobie spoko woda ,natura ,trochę alkoholu będzie fajnie.
    Wiozłem samochód tak jak się umówiliśmy ,zajechałem po kumpla ,potem po tą dziewczynę o której mi mówił .Jak ją zobaczyłem to pomyślałem :ładna ale nie w moim typie (wtedy myślałem że atrakcyjność to jest wybór),dlatego nie miałem presji i jak teraz patrzę z boku mój kumpel (to chyba była ich pierwsza randka)popełniał wiele błędów z jednym najważniejszym że na pierwsze spotkanie zaprosił ją na wielogodzinny spływ w towarzystwie kilku osób.Ja miałem na wszystko wylane ,żartowałem z nowo poznaną koleżanką że chce zostać policjantką ,mówiłem że pewnie zadzwoni na 112 bo płyniemy na podwójnym gazie albo jak mnie pytała czy mam dziewczynę to mówiłem :poco mi ten kłopot a nawet potem bardzo śmiale po wielu próbach zainteresowania mnie swoją osobą droczyła się zemną obrażając mnie a ja jako riposta mówiłem że też ją kocham.Wtedy byłem całkiem zielony w sprawach damsko-męskich robiłem tak żeby ją zniechęcić do mnie i żeby kolega miał z nią szansę ale to odniosła odwrotny skutek ,straciła nim zainteresowanie i zaczęła mnie gonić (nawet robiła mi seksualne aluzje).
    Po miłym aktywnym dniu czułem połechtane swoje ego nic więcej.Ale po jakimś miesiącu dopadło mnie przeznaczenie bo spotkaliśmy się w kolejce i zobaczyłem jak dosłownie biegnie do mnie jak szczeniak merdając ogonem z uśmiechem na twarzy ze świdrującym gapieniem się w oczy, porozmawialiśmy jakiś czas ,obgadaliśmy znajomych i chyba to było olśnienie ale spytałem ją o numer telefonu ,spytała się poco mi jej numer(żółta kartka),wytłumaczyłem się żeby się umówić znowu na kajaki(błąd z mojej strony).W końcu po trzech dniach myślenia i bicia się z myślami zadzwoniłem do niej i zaprosiłem na pizze dzisiaj to był poniedziałek ,powiedziała że dzisiaj nie może bo pracuje ale podała inny termin w środę (czyli wyglądało na to że jest zainteresowana).Niestety popełniłem jeden błąd nie ustaliłem godziny ani miejsca spotkania i powiedziałem że jeszcze zadzwonię żeby ustalić szczegóły.Więc dzwonię w środę raz ,kilka dzwonków i włącza się poczta ,dzwonię drugi raz to samo ,napisałem desperackiego smesa że rozumiem że się przestraszyła i że nie będę więcej naciskał,
    moje starania zostały bez odpowiedzi ,dopiero w poniedzałek znowu spotkaliśmy się w kolejce (mała miejscowość albo szydercze przeznaczenie).Ja wkurzony zobaczyłem ją i odwróciłem się ,ona po jakimś czasie zastanowienia przechodząc obok mnie wytłumaczyła się że zgubiła telefon nie zostawiła w pracy,powiedzmy że w to uwierzyłem ,kilka dni potem chciałem zadzwonić i przeprosić (tu się zaczęło moje łajzowate zachowanie ) odpisała mi smsem że jest w pracy i nie może rozmawiać,napisałem przepraszającego smesa ale wieczorem jak wiedzalem że już jest po pracy na pewno wolna zadzwoniłem ale zostałem przekierowany na pocztę głosową ,dopiero po następnym łajzowatym smesie i telefonie zrozumiałem że zablokowała mój numer telefonu .W sumie morał jest taki :
    -kumpel któremu nieświadomie odbiłem randkę boczył się na mnie jeszcze kilka miesięcy ale znalazł sobie inną dziewczynę ,wypiliśmy flaszkę i jest ok.
    -ta dziewczyna wygląda na to że jest królową adoracji i wystawiła by mnie bez względu co i jak bym zrobił.
    Nauczyłem się z tego doświadczenia dwóch rzeczy że to co mówisz o droczeniu się żartowaniu i odpychaniu kobiet działa i że dobry kolega wybaczy ci jak poderwiesz mu dziewczynę na pierwszej randce po pół roku.

    Reply

    Grzywocz February 13, 2017 at 10:35

    Super wnioski. Dzięki za historię i gratuluję postępów.

    Reply

    Miron February 18, 2017 at 22:24

    Tą moją historię traktuje trochę jak oczyszczającą spowiedź ,
    przełamanie strefy komfortu i przypomnienie na przyszłość żeby nie popełniać takich samych błędów.

    Reply

    Pluszak February 10, 2019 at 23:08

    “Walentynki są dla stałej dziewczyny.” – też nie. Mamy swoje super święto, które zwie się “Noc Kupały”, wypada akurat w najlepszą porę w roku. Walentynki są dobre, ale dla komercji i anglosasów oraz oczywiście ludzi, którzy łykają wszystko jak pelikany.

    Reply

    Paweł Grzywocz February 11, 2019 at 10:08

    To świetnie, gdy dziewczyna tego nie obchodzi i obojętny jej ten dzień. To zawsze jeden problem mniej.

    Reply

    Maciek February 10, 2019 at 23:54

    A jeśli proponuję dziewczynie drugie spotkanie na 13 lutego, a ona mi odpowiada, że wtedy nie może, ale da radę 14 lutego, to zgadzać się?

    Reply

    Paweł Grzywocz February 11, 2019 at 10:12

    Możesz wtedy podać kolejny termin i tak do skutku. Jeśli to jedyny dzień, w który ona może się spotkać, to być może jej zależy, żeby akurat wtedy się spotkać, to ok. Natomiast nie zgadzałbym się od razu na ten dzień z niestałą dziewczyną, bo jest mega sztuczna atmosfera w ten dzień. Gdyby doszło do spotkania w ten dzień, to daj jej kinder niespodziankę albo chupa chupsa albo paczkę zozoli, coś mega lekkiego, niezobowiązującego, zero presji. Nie traktuj niestałej dziewczyny, jak stałej, bo to zabija jej ciekawość.

    Reply

    Leave a Comment

    Previous post:

    Next post: