Jak Zagadać Do Nieśmiałej Dziewczyny – Dziewczyna Nie Inwestuje W Rozmowę

by Paweł Grzywocz on 11 October 2019

“Najlepiej, gdy taka rozmowa zapoznawcza trwa z 10 minut, jest spokojnie poruszonych kilka emocjonujących tematów zapadających w pamięć tak, żeby nie dało się zapomnieć tej rozmowy – wtedy dziewczyna nie boi się, że na spotkaniu będzie drętwo.”

jak zagadać do dziewczyny i ją osmielić
Jak zagadać do nieśmiałej dziewczyny i nie przejmować się tym, czy ona od razu dużo inwestuje w rozmowę czy nie.

W tym artykule dowiesz się:

  • Jak zagadać, żeby ośmielić nieśmiałą dziewczynę?
  • Dlaczego większość dziewczyn, w ogóle ludzi można uznać za nieśmiałych?
  • Co mówić, gdy ona spyta: Dlaczego ze mną rozmawiasz?
  • Jak zagadać i jak rozmawiać, żeby dziewczyna czuła się przy Tobie komfortowo?
  • Jak swobodnie zagadać do nieśmiałej dziewczyny z małym wspólnym kontekstem, jak np. osiedle, stacja benzynowa?
  • Czy będąc nieśmiałym niemożliwe jest zagadanie i poderwanie dziewczyny?
  • Jak zagadać do dziewczyny, żeby ją ośmielić w rozmowie?

    *** PYTANIE CZYTELNIKA ***

    “Witam, w jakim miejscu odbyła się ta ostatnia rozmowa? Brzmi jak galeria handlowa, choć mówiłeś kiedyś, że w takich miejscach ciężko jest kogoś poznać. A tu okazuje się jednak, że mając umiejętności można zatrzymać dziewczynę na dłużej. Gdy zbierasz tyle numerów telefonu, to nie masz wyrzutów, że robisz im złudną nadzieję?
    Dzięki za materiał :)

    >>> MOJA ODPOWIEDŹ:

    Tak, w miejscach z małym wspólnym kontekstem, jak galeria handlowa czy ulica jest trudniej, ponieważ kobiety nie są na to nastawione, jest wiele niesprzyjających czynników, ale jest to mocny trening pewności siebie i konwersacji oraz dobre dodatkowe miejsce do poznawania kobiet, bo czasami jest tak, że w jednym czy drugim miejscu tematycznym akurat nie spotkamy interesującej kobiety, ale akurat spotkamy taką po drodze albo na swoim osiedlu, w sklepie, w parku, na rynku, więc czemu by nie porozmawiać.

    Czy zagadanie do dziewczyny to robienie jej złudnych nadziei?

    Różnie kobiety reagują.

    Nie jest to robienie złudnych nadziei, ponieważ do 10 spotkań nic się nie liczy, a to tylko rozmowa i jak dobrze pójdzie to numer telefonu, który może być nigdy nie wykorzystany.

    Kobiety zazwyczaj są bardziej od mężczyzny ogarnięte w tych sprawach, przeżyły wiele rozczarowań, nieraz też rozstań więc nie nastawiają się na nic.

    Jeżeli dziewczyna robi sobie nadzieje po 1 rozmowie zapoznawczej z nieznajomym to jest jej problem. To tylko rozmowa. I większość kobiet tak do tego podchodzi.

  • Jedna się spotka, bo np. długo jest sama i coś się jej w nas spodobało i ma otwarty umysł na takie spotkania z kimś z galerii, a inna będzie się bała, że to ktoś obcy, bo nic o nim praktycznie nie wie.
  • Jak zagadać do dziewczyny, żeby mimo nieśmiałości przyszła na spotkanie.

    Generalnie, żeby doprowadzać z dziewczynami do pierwszych randek, to trzeba wiele takich kontaktów zgarniać albo spotkać akurat otwarte i wolne dziewczyny, żeby się nie obawiały spotkać po kilku do kilkunastu minutach rozmowy.

    Jest to natomiast potężny trening swobody, pewności siebie, gadki, a i czasami wpadają z tego randki, więc zagadując dużo dziewczyn, regularnie, to część kobiet zagadanych nawet na kilka minut emocjonującej rozmowy, to przyjdą na spotkanie.

    Jak zagadać do dziewczyny, żeby nie zapomniała tej rozmowy.

    Najlepiej, gdy taka rozmowa zapoznawcza trwa z 10 minut, jest spokojnie poruszonych kilka tematów zapadających w pamięć tak, żeby nie dało się zapomnieć tej rozmowy
    a nie, że: “Jakiś koleś do mnie podszedł i coś tam pogadaliśmy o siatkówce i kolanie przez 2 minuty i nic o nim nie wiem”.

  • Dużo lepiej jest gdy pamięta: “Podszedł do mnie interesujący koleś i zagadał, rozmawialiśmy o weselach, jak zagadać do dziewczyny będąc nieśmiałymboomie mieszkaniowym, o trenowaniu tańca, technologii
    i pewności siebie, dzieciństwie, szkolnictwie”.
  • Już się z tego robi mini spotkanie. To wtedy będzie to dobrze pamiętać. A jak zbyt krótko i płytko się rozmawia, to rosną potem obawy dziewczyny przed spotkaniem.

    *** KOMENTARZ CZYTELNIKA NR 2: “Będąc nieśmiałym niemożliwe jest poderwanie dziewczyny” ***

    “Będąc nieśmiałym całkowicie niemożliwe jest poderwanie dziewczyny. Trzeba udawać że nieśmiałym się nie jest, ale to pociąga za sobą ryzyko, że maska spadnie i manewr zostanie odkryty. Poza tym udawanie kogoś kim się nie jest staje się męczące na dłuższą metę, ale niestety jest to zabieg konieczny, bo jeśli nie jesteś przebojowym ekstrawertykiem to pozostaniesz dla kobiet nieatrakcyjny
    i niewidzialny.”

    >>> MOJA ODPOWIEDŹ:

    Właśnie chodzi o to, żeby praca nad sobą, rozwój osobowości był prawdziwy. Na początku niektóre elementy mogą wydawać się nienaturalne, jak każda nowa umiejętność, jak prawidłowa wymowa po angielsku, rzucanie piłką do kosza za trzy punkty lub rzut osobisty, odpowiednia technika pływania.

    Wszystko, co nowe wydaje się na początku nienaturalne, a dzięki treningowi
    i powtórkom staje się naturalne.

    Dlaczego mężczyźni się rozwijają we wszystkim, a z kobietami oczekują, że nie trzeba pracować nad sobą?

    Męska duma, męskie ego ich powstrzymują. Trzeba to odsunąć na bok i pracować nad sobą, jak w każdej innej dziedzinie.

    Możesz na ten temat przeczytać: “Wieczny brak powodzenia u kobiet”, “40 lat i nigdy nie miałem dziewczyny”, “12 powodów dlaczego nie masz dziewczyny”, “Czy udawać niedostępnego przed dziewczyną” i polecam program “Pewność siebie z kobietami w 90 dni” i 100 Rozmów Audio z Kobietami”, w których uczymy się prawdziwej, trwałej, wewnętrznej transformacji a nie udawania.

    >>> PODPOWIEDŹ CZYTELNIKA NR 3: “Nieśmiałość nie trwa do końca życia”

    “Odnoszę takie wrażenie: myślisz, że nieśmiałość będzie Ci towarzyszyć do końca życia. Moim zdaniem tak nie jest. Sam jestem tego przykładem (nie pozbyłem się nieśmiałości w 100%, ale jestem już bardziej śmiały, niż nieśmiały) i na swoim przykładzie stwierdzam, że jednym ze sposobów pozbycia się tej udręki jest przebywanie w towarzystwie osób śmiałych/odważnych i w pewnym stopniu podpatrywanie (nie kopiowanie) zachowań tych osób, jeśli te zachowania oczywiście Ci odpowiadają.

    No i ważne jest również te słynne “wychodzenie ze strefy komfortu”.”

    Dzięki bardzo za pytania i komentarze. Mam nadzieję, że ten wpis ułatwi Ci swobodne zagadywanie do dziewczyn w codziennych sytuacjach, zarówno w miejscach tematycznych, jak i w tych bardziej przy okazji. Życzę wielu przyjemnych rozmów zapoznawczych i spotkań.

    Pozdrawiam,
    Paweł Grzywocz
    “Każdego dnia zrób jedną małą rzecz, której się boisz”
    “Zawsze pomyśl, co zrobiłby przeciętny facet, a później tego nie rób”
    “Zawsze inwestuj w rozmowę”
    “Bez prawdziwego zainteresowania kobiety nic nie może się zacząć ani trwać”
    “Do rozwodu wystarczy jeden toksyczny charakter”

    100 Rozmów Audio z Kobietami
    Jak zdobyć dziewczynę w 12 randek
    Jak utrzymać związek
    PewnoscSiebieW90Dni.pl
    77 Technik Flirtu
    Wolność od pornografii i masturbacji w 90 dni
    Najlepsze miejsce do poznawania kobiet
    Jak-Zdobyc-Dziewczyne.pl/mapa-sukcesu

    A jakie są Twoje doświadczenia z zagadywania nieśmiałych dziewczyn?

    jak zdobyc dziewczyne w 12 randek


    Jeśli spodobał Ci się artykuł, to odbierz bezpłatny raport i zaawansowane porady mailowe:

    Twój email posłuży tylko i wyłącznie
    do komunikacji między nami.

    email
    VN:F [1.9.20_1166]
    Oceń Wpis:
    Rating: 5.0/5 (2 votes cast)
    Jak Zagadać Do Nieśmiałej Dziewczyny - Dziewczyna Nie Inwestuje W Rozmowę, 5.0 out of 5 based on 2 ratings

    Podobne wpisy:

    Zostaw swój komentarz...

    { 13 comments… read them below or add one }

    Błażej1994 October 12, 2019 at 11:17

    Pracując w knajpie poznałem dziewczynę, sytuacja miała miejsce ok. pół roku temu, ona przychodziła na wieczorne zmiany, ja na popołudniowe więc się tylko mijaliśmy lub pracowaliśmy razem ok. 1h. Dziewczyna w miarę ładna, otwarta, żartowaliśmy, po pewnym czasie zapytałem o nr, podała bez problemu. I tu zaczęły się schody, telefonu albo nie odbierała, albo odpisywał smsem po 1 dniu. Na propozycję spotkania przedstawiała wymówki. Jednocześnie w pracy zachowywała się super, dotykała mnie, zagadywała sama, w przerwie robiła mi kawę, zdrabniała moje imię. Zachowywałem się z dystansem do tego, bo nie chciała przyjść na spotkanie. W końcu lekko ją olewałem a nawet kpiłem z niej. Po kolejnych kilku tygodniach bardziej przez przekorę i sprawdzenie jej oraz siebie zadzwoniłem ponownie, znów nie odebrała, napisałem smsa z propozycją spotkania, wiem niezgodnie z programem. O dziwo zgodziła się, napisała chwilę przed spotkaniem, że się spóźnia bo korki, ale w końcu przyszła. Jak ją zobaczyłem to wyglądała jakby się odstawiła na jakieś wesele, rozpuszczone włosy, sukienka. Poszliśmy na kawę, była zachwycona wszystkim, moimi historiami, moim pomysłem na miejsce spotkania. W pewnym momencie powiedziała, że przeprasza, że kilka razy mi odmówiła, ale ona nie chciała wyjść na łatwą, bo wcześniej miała negatywne doświadczenia. To mnie zastanowiło. Ostatecznie na koniec spotkania jej ekscytacja sięgnęła zenitu, jak rozmawialiśmy o fotografii, to stwierdziła, że chciałaby mieć sesję w bieliźnie. Jasna sugestia, że to ja miałbym być autorem tych zdjęć. Na pożegnanie bez problemu pocałowałem ją w usta. Generalnie najbardziej mnie zastanawia co ona powiedziała, że była zainteresowana od początku, ale w sumie to odmówiła mi, żeby sprawdzić moją wytrwałość? Proszę o wsparcie.

    Reply

    Paweł Grzywocz October 12, 2019 at 22:06

    Taka dziewczyna jest stuknięta. Niestabilna emocjonalnie, jak chorągiewka na wietrze. Raz się nie chce spotkać, a potem sugeruje sesję w bieliźnie? Wariatka! Trzymaj się od takich z daleka. To strata czasu i nerwów. Takie się tylko bawią facetami. W dodatku są tak głupie, że potrafią rzucić się na faceta, żeby go zdominować seksualnie, a potem go unikają, bo nie chcą być dziewczyną tylko do jednego. Stuknięte.

    Reply

    XTRO October 15, 2019 at 08:32

    Może też być tak że ma jakiegoś fagasa i nie odbiera z Tobą działa jakby na boku.
    Mam ciekawe doświadczenia z 2 pannami z prowincji które chciałyby mieszkać w większym mieście, jedna z portalu mi wysyła swoje foty choć o nie nie proszę po to pewnie żebym się nakręcił na nią, mówi ze chciała by się sprowadzić i takie tam, wg mnie on szuka sprzymierzeńca żeby np miała się gdzie przenocować albo pomieszkać razem, albo może mam jakieś znajomości żeby jej fuchę załatwić, a pewnie jak bym stanął na głowie żeby tu była i załatwił wszystko to ona by mnie olała dla ładniejszego, tak że ja się wycofuję z takich akcji jeśli panna pisze o swoich problemach a nic o kontekście bycia ze mną.

    Reply

    D. October 21, 2019 at 22:59

    Z innej beczki pytanie.

    Co myślicie o mówieniu kobiecie, która sama dobrze zarabia lub pochodzi z bogatego domu, o swoich zasobach? Np załóżmy że mam własnosciowe mieszkanie (bez kredytu, np rodzice kupili za gotówkę lub w spadku po dziadku) oraz do tego mieszkanie kupione na inwestycje (na kredyt, który się spłaca i jeszcze zostaje kilkaset zł, taki mały pasywny dodatek do pensji). Nie jest to niewiadomo jakie bogactwo, ale na pewno są to ponadprzeciętne aktywa i większe bezpieczenstwo i komfort finansowy.

    Albo załóżmy że mam dochód częsciowo pasywny z nieruchomości, nie wymagający zbyt wielkiego wkładu własnego np. z podnajmu – czyli zrobilem taki biznes że wynajmuję mieszkanie od właściciela, inwestuje kilka tysiecy w to mieszkanie (własną kasę) ale w zamian za to za zgodą własciciela wynajmuje dalej na pojedyncze pokoje lub na najem krótkoterminowy dla turystów, umowę z włascicielem mam na 5-10 lat i przez ten czas mieszkanie przynosic bedzie dochód (700-1200zł, w zaleznosci od mieszkania). Przynosi to fajny dochód, jak sie ma kilka lub kilkanascie takich mieszkan w podnajmie to jest to swietny zarobek. Osobiscie znam ludzi którzy tylko z tego żyją.

    Załózmy że mam kilka mieszkan w podnajmie, jak mozna się domyslić, z kilku mieszkan spokojnie mozna się utrzymać (równowartość solidnej pensji na etacie, takiej naprawdę ponadprzecętnej) + do tego jesczcze pracuję na etacie = kobieta moze wywnioskować, że spokojnie łącznie będę miał jakieś 6-8 tys /mc netto (nieruchomosci + etat). Oczywiscie nie mówię kobiecie dokładnie jakie kwoty zarabiam na nieruchomosciach ani jaką mam pensję na etacie, jednak pracuję w panstwowej firmie więc jak ona dobrze poszuka to znajdzie informacje o tym ile się zarabia tam gdzie ja pracuję. No i jak by chciała to by sie dowiedziała ile mniej wiecej zarabia się na podnajmie mając kilka podnajętych mieszkań.

    Także orientacyjnie mogłaby dojść do wniosku, że moje dochody są naprawdę dobre.

    A co w przypadku, gdy poważnie myślę o zajmowaniu się podnajmem, uczę się tego, rozwijam w tym temacie i realnie dążę do tego aby w przyszłości osiągnąć sukces w podnajmie? Mówić jej o takich planach, o tym że do tego dążę? W koncu na to poswięcam sporo mojego czasu, to jest częścią mnie, trudno byłoby to przed dziewczyną ukrywać.

    Ja wiem, że Ty radzisz aby jak najmniej mówić o tym czym się zajmujemy, po to by nowo poznana kobieta nie mogła sie domyslić ile zarabiam. Gdy kobieta sama mało zarabia, to istnieje trochę zwiększone ryzyko ze bedzie szukała sobie bogatego/dobrze zarabiającego faceta i głownie na tym jej będzie zależeć a nie na poznaniu mnie.

    Jednak sytuacja jest zupełnie inna, gdy kobieta pochodzi z bogatego domu albo sama dobrze zarabia, albo i to i to (ona nie musi mi mowic ile ona zarabia, wystarczy ze wiem czym ona sie zajmuje i juz wiadomo, ze zarabia dobrze i finansowo jest w pełni niezależna). –>pamiętajmy że ludzie szukają podobnych do siebie zazwyczaj. Więc dobrze zarabiająca kobieta może woleć dobrze zarabiającego faceta, to moze byc dodatkowym plusem. Moze warto nie ukrywać tego, że mamy np własne mieszkanie (bez kredytu) i do tego mieszkanie kupione na kredyt ale przynoszace jakis drobny zysk. Czy też zyski z podnajmu w wysokosci kilku tysięcy (kilka mieszkan w podnajmie) to nie są jakieś ogromne kokosy, poprostu bardzo solidne, ponadprzeciętne zarobki, ale to jeszcze nie żadne bogactwo.

    W koncu moje zarobki i to czym sie zajmuję są częscią mnie.

    Zawsze można w małżenstwie (gdyby kiedyś do niego doszło) mieć rozdzielność majątkową.

    Co Wy o tym myślicie?

    Reply

    Paweł Grzywocz October 22, 2019 at 10:26

    Nie wziąłeś pod uwagę tego, że są np. dziewczyny z rodziny, w której dobrze im się powodzi, ale nie mają żadnych “pleców” i poszły na jakieś studia humanistyczne, a potem do zwykłej pracy. One tak samo mogą szukać “bogatego”, żeby zachować wysoki standard życia, który miały u tatusia. Dlatego dla mnie logika typu: “Przed uboższą dziewczyną zgrywam ubogiego, a przed dziewczyną z zamożniejszej rodziny ujawniam, że dobrze zarabiam” jest niebezpieczna, bo czasami dziewczyna z zamożniejszej rodziny może być bardziej pazerna na kasę niż dziewczyna z uboższej rodziny. Poza tym ciężko jest odkryć, z jakąś mamy do czynienia na pierwszej czy 10 randce, gdyż nie wiadomo, na jakiej zasadzie miała dany standard w życiu, czyli to był spadek, etat, firma, życie na kredyt, na czarno.

    Po drugie nie polecam żyć w takiej paranoi w stylu: “Ojej, nie mogę jej powiedzieć, w jakiej branży pracuję, bo wtedy ona wejdzie na neta i sobie sprawdzi średnie zarobki i będzie na ich podstawie mnie oceniać”. To jest paranoja. Większość dziewczyn chce poznać kogoś, w kim się zakocha i będą z nim spędzać przyjemnie czas na randkach. Po randce nie prowadzą śledztwa w sprawie naszych aktualnych i potencjalnych dochodów.

    Po trzecie temat finansów to temat dla narzeczeństwa, więc stety/niestety nie polecam używać go jako jakiejś karty przetargowej, że jesteś dobrą partią.

    Po czwarte to, że się interesujesz jakąkolwiek branżą nie oznacza, że np. za dekadę poniesiesz z tego tytułu stratę. Ryzyko jest w każdym biznesie. Możesz nawet stracić wszystko lub większość. Takie życie. W przypadku nieruchomości może być to wypowiedzenie umowy kredytu i wezwanie do natychmiastowej spłaty z powodu kryzysu płynności w systemie bankowym (są takie zapisy w każdej umowie niestety) albo gwałtowny wzrost raty kredytowej z powodu wzrostu stóp procentowych w celu ratowania waluty przed inflacją i odpływem zagranicznego kapitału. Wówczas właściciel musi dopłacać do czynszu najmu, gdyż rata przewyższyła odstępne. Wielu też wystawia wtedy nieruchomości na sprzedaż, a to z kolei obniża ich cenę, a to z kolei obniża ceny wynajmu, bo wynajem jest z reguły nieco droższy od raty kredytu, żeby inwestorzy mogli zarabiać.

    Mogą też wprowadzić podatek katastralny, do którego przygotowaniem jest usunięcie ksiąg wieczystych i wprowadzenie pełnej własności prywatnej.

    Do tego ustawa o ochronie praw lokatorów chroni bardziej najemców niż właścicieli, a nawet przy najmie okazjonalnym procedura doprowadzenia do eksmisji trwa 6 miesięcy, bo muszą być 3 msc braku płatności, 30 dniowe przedsądowe wezwanie do zapłaty, wypowiedzenie umowy na koniec następnego miesiąca, potem klauzula wykonalności wydana przez sąd w ciągu około tygodnia, potem dwutygodniowe ostrzeżenie wysłane przez komornika, a cała korespondencja jest awizowana 2 razy (po 7 i 14 dniach), a daty doręczenia liczy się jako dzień zwrotu listu do nadawcy, więc gdy najemca unika listonosza, to każde pismo idzie ponad 2 tygodnie plus jakieś 3 dni na zwrot do nadawcy, suma to pół roku utrzymywania pasożyta, a potem ewentualne ciąganie go po sądach, żeby spłacił dług.

    Po piąte jesteśmy w najdłuższej ekspansji kredytowej w historii ludzkości, zerowe stopy procentowe, w krajach rozwijających się odrobinę wyższe (WIBOR 1,5% w PL), a to jest cykl, który się kiedyś zakończy, jak wszystko w naturze, czyli z powrotem wyższe oprocentowanie i wyższe raty, jednak to nie wszystko.

    W czasie kryzysu ludzie tracą pracę. A gdy ludzie tracą pracę, to kto jest pierwszy do odstrzału? Rata kredytu? Może jedzenie? Może samochód? Nie. Pierwszy do odstrzału jest prywatny właściciel mieszkania. Przecież to “bogacz i wyzyskiwacz, który każe sobie płacić bajońskie sumy za swoje 30 do 50m2″.

    Często wynajem mieszkania to nawet 50% dwóch pensji od zamieszkującej lokal pary, więc w przypadku utraty pracy przez tylko jedną osobę wśród najemców, którzy nie mają oszczędności na 6 do 12 miesięcy kosztów życia (a większość nie ma), to pierwszy do odstrzału jest właściciel mieszkania. A potem ścigaj ich sobie, gdy uciekną za granicę lub komornik wykaże, że oni “nic nie mają”. (Np. w Gdańsku zarabiają razem około 3000 zł/msc, a wynajem plus media to 2000 zł, więc zostaje im około 1000 zł na życie – przykład w filmie na YT “Zmywak – dlaczego wyjechałem z Polski – pozmywaj beczkę”).

    Nawet dobrze zweryfikowany i dotychczas rzetelny najemca może w czasie kryzysu osobistego lub gospodarczego stać się patologicznym, nieuczciwym najemcą, więc nie jest to pytanie, czy to nastąpi, tylko kiedy to nastąpi.

    Na plus jest to, że starannie dobierając najemców, w czasach spokoju i stabilizacji może to być dochód nie wymagający ciągłej obsługi, a także przechowanie siły nabywczej w czasie, ponieważ nieruchomość jako rzecz materialna zawsze będzie warta mniej lub więcej, natomiast wszystkie waluty fiducjarne, które są ciągle drukowane i dopisywane w systemie elektronicznym zmierzają nieuchronnie do zera i są jedynie obietnicami przyszłych dóbr.

    W każdym razie wynajem nieruchomości to biznes wysokiego ryzyka, bardzo zależny od czynnika ludzkiego, gospodarczego. Kluczowa jest dokładna weryfikacja potencjalnych najemców, referencje byłych właścicieli, numery telefonów do 2 członków rodziny, do pracodawcy, zaświadczenie o zatrudnieniu, wyciąg z konta za ostatnie 12 czynszów, wysoka kaucja, wyższa niż u konkurencji na zabezpieczenie co najmniej 3 do 6 miesięcy kosztów w przypadku procedury eksmisyjnej i dopiero na samym końcu najem okazjonalny. Na zachodzie to są standardy. W Norwegii czy w Niemczech nie wynajmiemy mieszkania bez dostarczenia powyższych dokumentów weryfikacyjnych.

    W Polsce przy podpisywaniu abonamentu na telefon za 2000 zł, 50 zł miesięcznie weryfikują zatrudnienie, zarobki, a właściciele mieszkań oddają zazwyczaj kompletnie obcej osobie swój majątek warty 200 000 zł lub więcej za jakąś śmieszną kaucję 3000 zł i ładne oczy i dobre słowo, że będą płacić na czas, podczas gdy prawo w całej UE chroni najemców, bo (nie)rządy nie życzą sobie eksmisji na bruk.

    Ryzyko jest takie, jakbyś dał komuś obcemu do przechowania walizkę z 200 000 zł lub więcej, żeby się nią zaopiekował. Szczególnie, jeśli jest to umowa bez najmu okazjonalnego, przy której proces o eksmisję może trwać 2 do 3 lata utrzymywania kogoś obcego we własnej “inwestycji”.

    W dodatku jest to “inwestycja” na kredyt, co oznacza, że w przypadku braku uzyskiwania odstępnego tracimy nie tylko tzw. koszty alternatywne, czyli brak zysku, ale w dodatku ściga nas bank, który chce swoje odsetki, a my odpowiadamy przed nim całym naszym obecnym i przyszłym majątkiem. Jeśli ceny nieruchomości spadną i przy sprzedaży nie wystarczy na spłatę długu, to banku to nie obchodzi, bo liczy się umowa kredytu na określoną kwotę plus odsetki.

    Wielu najemców nie podoła takiej procedurze weryfikacyjnej, którą przedstawiłem, więc pójdą do mniej ostrożnego właściciela, co z kolei wydłuża okres pustostanu.

    I bardzo dobrze, że się zniechęcą tacy najemcy, ponieważ uczciwy najemca nie ma nic do ukrycia i spełni te warunki oraz uszanuje to, że korzysta z czyjejś własności wartej kilkaset tysięcy złotych.

    Życzę rzetelnych, uczciwych, płacących na czas najemców przez wiele lat, którzy nie utracą pracy w czasie kryzysu, a jeśli utracą, to się wyniosą zamiast zalegać na mieszkanku i mieszkać za darmoszkę przez wiele miesięcy.

    Polecane źródła:
    YT Trader21 Dlaczego nie inwestować w nieruchomości
    YT Nieuczciwi najemcy – słaba akcja (fortissima)
    YT Zmywak – byłem landlordem zalęgła mi się patologia
    YT Zmywak – dlaczego wyjechałem z Polski (pozmywaj beczkę)

    Także to jest śmieszne, że przejawiasz pewne oznaki lęku przed tym, że kobieta zwęszy i poleci na Twoje inwestycje a nie zwracasz uwagi na to, że sam możesz ponieść duże straty z tytułu tejże inwestycji, a kobieta, która poleciała na te inwestycje zostawi Cię lub odsunie się od Ciebie, gdy powinie Ci się noga, bo tak to jest z fałszywymi kobietami: dopóki się kręci, to jest dobrze, ale jak hajs przestanie się zgadzać, to sajonara. A chciałeś się związać z bogatą, żeby sobie polepszyć. Nie ma tak. Albo od początku się sobie podobacie, poznajecie się pod kątem osobowości, wartości życiowych i decyzji o wspólnym życiu na dobre i na złe albo od początku rachujecie, kto ma więcej zasobów i z kim więcej zarobię.

    A zasoby zmieniają swoją wartość w czasie z powodu zjawiska cykli na poszczególnych aktywach, które raz są drogie, a raz są tanie w relacji do aktywów z innych grup aktywów, ponieważ mierzenie wartości czegokolwiek w fiducjarnych walutach nie ma zbytnio sensu, ponieważ są cały czas drukowane, pompowane do systemu, więc należy porównywać stosunek poszczególnych cen miedzy sobą, np. cena najmu do średniej pensji w regionie, cena najmu do ceny nieruchomości w regionie i czas spłaty danej inwestycji. Np. gdy 8 do 10 lat samego odstępnego (pomniejszonego o podatki, koszty remontów, pustostany) spłaca nieruchomość, to nieruchomości są atrakcyjne, tanie, czyli 8 do 10 lat zysków z najmu kupują nieruchomość. 12 do 15 lat to taka neutralna wycena, nieatrakcyjna dla większości profesjonalnych inwestorów.

    Powyżej 15 lat to po prostu przewartościowane, drogie nieruchomości (źródło: investopedia – when real estate is a good investment; 1-2% rule; ROI; rent to price ratio – także nie ja to sobie wymyśliłem takie wymagania, tylko są to dane zebrane przez duży portal traktujący o inwestowaniu, dzielący się informacjami pochodzącymi od dużych grup inwestorów).

    Inny wskaźnik, to zysk z najmu powinien wynosić 1 do 2% miesięcznie ceny nieruchomości. Wówczas jest to atrakcyjne i spłaci się w około 10 lat. Wówczas przy nieruchomości wartej 200 000 zł samo zysk z odstępnego (po odjęciu podatków, kosztów remontu, pustostanów) powinien wynosić 2000 – 4000 zł miesięcznie, a to jest mżonka na dzień dzisiejszy, ponieważ ceny nieruchomości są zawyżone z powodu rekordowego rozdawnictwa tanich kredytów hipotecznych ze zmiennym oprocentowaniem.

    Aby powyższe wskaźniki zmieniły się na atrakcyjne, to ceny nieruchomości powinny spaść o 50%, co oczywiście cały system światowy, bankowy, rząd, przemysł budowlany chcą maksymalnie odwlec w czasie, bo zarabiają na tych niewolnikach, którzy 50% swoich środków zarobionych realną pracą spłacają wykreowane z powietrza odsetki, bo banki mają system rezerwy cząstkowej, więc mogą rozdać na kredytach 900% tego, co mają na depozytach, bo działa to tak, że jak przyniesiesz 1000 zł, to dadzą komuś kredyt na 900 zł, ktoś inny przyniesie 900 zł, to dadzą kolejnemu kredyt na 820 zł i w ten sposób powodują inflację (wzrost cen) poprzez kreowanie waluty z niczego.

    A my na to pracujemy realną pracą i jeszcze na dodatek w przypadku krachu odpowiadamy za to całym naszym majątkiem i naszych dzieci, rodziców itd.

    Gdyby ludzie wiedzieli, jak działa system bankowy, to wyszliby na ulicę – H. Ford.
    Dajcie mi prawo nad podażą pieniądza, a nie obchodzi mnie, kto stanowi prawa – A. Rotschild

    Dodatkowy ciekawy artykuł o takim cyklu ekspansji kredytowej na przykładzie Irlandii to w google: “Anatomia Irlandzkiego Wałka – Wspomnienia imigranta jako żywy scenariusz dla przyszłości”

    Taki cykl już się odbył w wielu krajach, więc Polska jest jedynie kolejnym w kolejce. Dobrze opisuje to również animacja na YT Ray Dalio – How the economic machine works in 30 minutes.

    Kolejny problem to bardzo słaba demografia, wymierający kraj, uciekający z tego kraju młodzi ludzie. Żadni Ukraińcy tej luki nie wypełnią, a poza tym oni nie spełniają tych warunków rzetelnego najemcy.

    W kolejnej dekadzie czeka nas taka sytuacja, jak w Niemczech wschodnich. Umierający emeryci zwalniają nieruchomości. Młodzi wyjeżdżają. Powstają miasta duchów. W Niemczech rząd dopłaca, żeby zasiedlić te tereny, bo stoją puste. A to z kolei spowoduje spadek cen nieruchomości i czynszów. Prawa popytu i podaży.

    Teraz jeszcze jest górka z lat 80tych, ludzie z wyżu muszą gdzieś mieszkać, tzw. ulica wchodzi w dany rynek na górce, na kredyt, szkoleniowcy od pompowania tej manii rosną, jak grzyby po deszczu, a to oznacza, że to końcówka, gdy Kowalski staje się inwestorem. Jak to mówi Rockefeller, 10% zostaw dla reszty.

    Podsumowując, ja bym się koncentrował, jak samemu nie wtopić na inwestycjach, jak uniknąć niepłacącego najemcy, a kobiety szukałbym takiej, która chce być konkretnie ze mną w biedzie, jak i w bogactwie, jak i w klasie średniej, bo jesteśmy drużyną i chcemy razem iść przez życie.

    Wynajem turystyczny jest o wiele bardziej dochodowy i bezpieczny niż wynajem mieszkaniowy, gdyż wynajem turystyczny jest znacznie droższy oraz jest płatny z góry, a ludzie przyjeżdżają zazwyczaj faktycznie na krótki termin i nie będą zalegać na mieszkaniu. Minusem jest gwałtownie rosnąca konkurencja, wysoka podaż lokali budowanych w takim celu i duża liczba inwestorów, kupujących nieruchomości pod ten właśnie cel. Tak wysoka podaż nieruchomości pod wynajem turystyczny również może doprowadzić do obniżki ich cen.

    Mniejszym zagrożeniem jest (nie)rząd, który np. w Hiszpanii jedną ustawą zabronił wynajmu turystycznego prywatnym właścicielom, udzielił ograniczonej i małej ilości zezwoleń i to za sowitą opłatą, a pozwolił tylko na wynajem mieszkaniowy, który jest znacznie tańczy albo wręcz nieopłacalny. Wszystko za sprawą lobby hotelarskiego. W Polsce raczej nam coś takiego nie grozi, ale warto pamiętać, że nie ma takich kroków, których zdesperowany i zbankrutowany rząd by nie podjął, żeby łatać dziurę budżetową i bankrutujące państwo.

    Reply

    D. October 22, 2019 at 15:59

    Duzo prawdy jest w tym co mówisz.

    Potrafię liczyć ROI. Ja rozumiem, że atrakcyjna inwestycja jest wtedy, gdy moj realny wkład własny szybko mi się zwróci, w kilka lat. Ja to wszystko wiem, od dawna się tym interesuję, potrafię liczyć, ale dzięki za podpowiedzi.

    Zgadzam się że najemców trzeba dobrze zweryfikować. Jest jeden kruczek, ktory mało kto stosuje: w ustawie o ochronie praw lokatorów chodzi o 3 okresy rozliczeniowe (nie muszą to byc 3 miesiące, jako okres rozliczeniowy mozna zrobić jeden tydzien i zamiast 3 miesiecy mamy 3 tygodnie nieopłaconego czynszu co skraca czas niepłacenie o 2 miesiące).

    Ponadto mam doswiadczenie z wynajmowaniem mieszkania. Wiem, że mieszkanie w normalnej cenie i przede wszystkim w dobrej lokalizacji zawsze znajdzie chętnych. Całą sztuką jest odpowiednio tanio kupić, tak aby się to wszystko opłacało wraz z remontem, amortyzacją i podatkami. Jestem na to gotowy i znam ten temat. Zgadzam się z tym, że musze się skupic abym nie wtopił a zarobił.

    Poprostu mi chodzi o to czy mówić ogołem dziewczynie o tym, że czymś takim się zajmuję, (ona wtedy sobie łatwo wywnioskuje, że są tu perspektywy na fajne zyski w przyszłosci, ale jest tez jakies tam ryzyko).

    Skoro zajmowanie się nieruchomosciami (faktyczne inwestowanie czy przede wszystkim do niedawna zdobywanie wszelkiej wiedzy w tym temacie, np ksiązki, youtube, ogladanie mieszkan na zywo, liczenie, przeglądanie ogłoszen, badanie rynku i wiele wiele innych) zajmuje mi sporo czasu, jest istotną częścią mojego zycia, to mysle, że nie ma sensu ukrywac tego przed kobietą.

    Tak samo z pracą zgadzam się – nie ma sensu zyc w paranoi i za wszelką cenę nie ujawniać co dokładnie robię i jaki mam staż (jak długo pracuję już) w tej firmie. To jest częścią mnie i nie ma sensu tego ukrywać. Nawet gdyby kobieta chciała znalezc informacje o moich zarobkach to i tak nie bedzie wiedziała ile dokładnie zarabiam, jedynie w przyblizeniu ona będzie mogła to stwierdzić. Jednak są pewne profesje o których w miarę łatwo zdobyc informacje o zarobkach (ile mniej więcej się zarabia). Także zgadzam się i nie widzę potrzeby aby ukrywać to czym się zajmuję zawodowo. A kiedyś w komentarzach pod jakimś artykułem pamiętam że komuś pisałeś, że lepiej być jak najabrdziej tajemniczym, co uwazam że jest bez sensu, bo większosć kobiet stwierdzi wtedy, ze coś kręcę, jesli zbyt mocno będę zbywał temat pracy.

    Najbardziej zastanawiam się czy mówić dziewczynie o tym że mam własne mieszkanie które nie jest w kredycie, tylko kupione za gotówkę (rodzice kupili). Nie chodzi mi o jakies otwarte mowienie: “hej, wiesz ze ja mam mieszkanie bez kredytu? rodzice mi kupili”. NIE, NIE NIE. Tylko chodzi mi o to, że gdy wypłynie w rozmowie temat gdzie mieszkam, jak mieszkam (predzej czy pozniej na pewno ten temat się pojawi, zazwyczaj pojawia się na pierwszych kilku spotkaniach, np 1-2 spotkaniu) to mowić kobiecie że:

    -mieszkam sam. [i koniec, nie wychylać się]. Ona: wynajmujesz? Ja: albo mówie że wynajmuję, albo ze nie wynajmuję [jesli powiem, że nie wynajmuję, to koniec, nie wychylac się że to moje]. Jesli mówię że nie wynajmuję, to ona zacznie drążyć: “to Twoje mieszkanie?” Ja: tak, moje [i nie wychylac się czy w kredycie czy bez kredytu]. Ona: w kredycie? ja: albo kłamię że w kredycie, albo mówię, że bez kredytu [skoro juz tyle jej powiedziałe, to nie ma sensu kłamac ze w kredycie, juz wtedy mozna normlanie powiedzieć że moje]. Ona: oo, rodzice Ci kupili? / dostałeś w spadku? / albo ona o to juz nie zapyta, bo samo się domysli. Jednak będzie wiedzieć, ze wysokość czynszu najmu mam w kieszeni skoro nie muszę płacić za wynajem ani za ratę kredytu.

    Zalezy jak kto patrzy. Dla jednych własne mieszkanie bez zobowiązań kredytwych to prawdziwy luksus, dla innych to tylko kika scian i nic wielkiego. Zalezy od osoby.

    Nie wiem na jaką dziewczynę trafiłem, więc do tej pory (tak na wszelki) nigdy nie mówiłem kobietom że to moje własnościowe. Mówiłem, że wynajmuję i starałem się nie drążyc tematu/unikać tematu tak jak polecasz.

    Jednak kłamiąc jej że wynajmuję i dodając pozniej w rozmowie, że interesuję się mieszkaniami pod inwestycję (sporo czasu na to poswiecam więc jest to istotną częścią mojego zycia i pokazuje też ze mam ambicję na choćby dodatkowy dochód), dziewczyna moze pomysleć że coś tu nie gra. Ona moze pomysleć: “No bo jak to: on własnego mieszkania jeszcze nie ma, bo wynajmuje, a chce inwestować w mieszkania (podnajem oraz kupno na kredyt w celu wynajmu) zamiast zbierać na własne? Dziwne.”

    Poza tym, do takiej refleksji skłoniło mnie to, że kobieta sama moze dobrze zarabiać. Znam taką jedną. Znam też kilka przypadków, gdzie to kobiety w związkach zarabiają więcej niż ich faceci i mimo to te kobiety są zainteresowane tymi facetami i wygladają na szczesliwych.

    Może spotykając kobietę która dobrze zarabia (np prawniczka, z bankowości na wyzszym stanowisku, lekarz itp. – przecież juz na 1-2 spotkaniu będę wiedział czym ona się zajmuje), nie ma sensu ukrywać swoich zasobów i ambicji?Jesli mam mieszkanie bez kredytu oraz planuję powoli inwestowac w nieruchomosci, to ona łatwo dojdzie do wniosku, że finansowo stoję dobrze – ona nie bedzie wiedziała czy zarabiam 3, 4, 5 czy 6 tysięcy (czy jeszcze wiecej a moze mniej) i ile jestem w stanie miesięcznie zaoszczędzić, ale domysli się, że prowadząc się i żyjąc jak normalny człowiek a nie jak jakiś gwiazdor, wystarczy mi na wszystko i jeszcze zostanie (na wakacje, inwestycje itp) – wydaje mi się że to nic złego jesli ona do takich wniosków dojdzie?

    Zgadzam się, że nieruchomości to nie jest aż tak mega pewny biznes jakby się mogło wydawać, ale i tak jak na dzisiaj i w ciagu najblizszych kilku, moze kilkunastu lat, nadal jest jednym z tych pewniejszych i bezpieczniejszych, poprostu trzeba to wszystko robic z głową, ostrożnie, przyłożyć się do tego, co jednak wymaga sporo wiedzy, doswiadczenia, a zeby tę wiedzę i doswiadzcenie nabyc, trzeba na to poswiecic czas i energię.

    Reply

    Paweł Grzywocz October 22, 2019 at 17:54

    Na randkach, szczególnie tych początkowych 1 do 10 powinniście się skupić na dobrej zabawie, lekkich przyjemnych tematach, budowaniu romantycznej atmosfery, poczuciu humoru a nie na przedstawianiu swojego cv lub portfela inwestycyjnego. JEŚLI kobieta drążyłaby temat tak, jak to przedstawiłeś, czyli gdzie mieszkasz, czy w kredycie czy spłacone na początkowych spotkaniach, to zanotowałbym to sobie w pamięci i zapaliłaby mi się czerwona lampka ostrzegawcza, dlaczego ona o to tak dopytuje.

    Jeśli kobieta kierowałaby się właśnie tymi zasobami, to mając wiedzę z kursów i ją respektując ciężko będzie jej ukryć fałszywe zainteresowanie. To widać, kiedy spotyka się z Tobą kobieta z powodu jakiejś agendy, ukrytego motywu, a kiedy jest szczerze zainteresowana i pojechałaby z Tobą na koniec świata.

    Zazwyczaj kobieta, która tak szczegółowo dopytuje o mieszkanie nie będzie szczerze zainteresowana, ale trzeba się przekonać.

    A odnośnie okresów rozliczeniowych, to sobie o tym poczytam, czy wtedy może trzeba otrzymywać przelew np. 2 razy w miesiącu i napisać w umowie, że okres rozliczeniowy to 14 dni i mają wykonywać przelew na 50% ceny najmu i mediów i drugi przelew na 50% ceny najmu i mediów po pierwszych 14 dniach miesiąca i potem drugi po kolejnych 14 dniach miesiąca.

    Oraz trzeba sprawdzić, czy sąd to uzna i wyda potem klauzę wykonalności dla tego oświadczenia o najmie okazjonalnym. Czy może przeanalizuje umowę i stwierdzi: “A tutaj Pan coś dziwnie sformułował, że okres płatności to tylko 14 dni. A czy faktycznie otrzymywał Pan przelewy co 14 dni? A dlaczego co 14 dni, skoro wszyscy się rozliczają co miesiąc. Coś tutaj jest przekombinowane. Oddalam wniosek o wydanie klauzuli wykonalności o eksmisji. Proszę przyjść, gdy uzbiera Pan normalnie 3 pełne miesiące braku płatności”.

    Czytałem różne wyroki sądów, również jakieś wydawałoby się idiotyczne np. jeden taki czytałem, że wynajmujący wysłał list o 1 dzień zbyt wcześnie, czyli wysłał 30 dniowe przedsądowe wezwanie do zapłaty, które jest warunkiem skutecznego wypowiedzenia umowy najmu. Jedak to wypowiedzenie umowy najmu wysłał po 29 dniach od wysłania tego przedsądowego, 30 dniowego wezwania do zapłaty. W związku z powyższym sąd uznał, że nie został spełniony warunek o 30 dniowym, przedsądowym wezwaniu do zapłaty, ponieważ wypowiedzenie umowy zostało wysłane po 29 dniach, więc sąd oddala wniosek o nadanie klauzuli wykonalności dla aktu notarialnego o dobrowolnym poddaniu się eksmisji.

    Następnie właściciel musiał od nowa wysyłać dokumenty w prawidłowy sposób. Sądy, jak rząd stoją po stronie biednych, po stronie wyborców, uciśnionych, więc zawsze choćby jakiś bzdet, kruczek, pomyłkę interpretują na niekorzyść właściciela, a na korzyść najemcy.

    Dlatego też ciężko będzie znaleźć informacje o tym, jak skutecznie zmodyfikować sobie okresy rozliczeniowe.

    Reply

    D. October 23, 2019 at 00:14

    [O NIERUCHOMOSCIACH]

    W ustawie o ochronie praw lokatorów jest wyraznie: “3 okresy rozliczeniowe”. Czytałem. Pytałem tez znajomego inwestora o to. Potwierdził. Mozesz sobie zrobic nawet codzienne okresy rozliczeniowe, tyle ze zaden lokator nie bedzie ci przelewał codziennie lasy, chyba że zrobi sobie zlecenie stałe w banku po kilkanascie/dziesci złotych. Ale juz tydzien – spoko. Wtedy poprostu robic faktycznie płatnosci co 7 dni i obliczyć proporcjonanie ile nalezy się za 7 dni z miesięcznej opłaty. Lokator robi cotygodniwe zlecenie stałe i wszystko jest ok.

    Poza tym naprawdę nie przejmowałbym się wyrokami sądów az tak bardzo. Nie popadajmy w paranoję – mało kto zna ustawe o ochronie praw lokatorów, ludzie w wiekszosci nie chcą problemów więc będą płacić, a jak trafi się jakiś leser to na wieść o najmie okazjonalnym ze wskazaniem miejsca do wyprowadzki, zazwyczaj przestraszy się i zrezygnuje z podpisania umowy (i bardzo dobrze). Datego tak wazne jest aby miec nieruchomosc dobrą, zadbaną, po remoncie, w dobrej lokalizacji. Wtedy jest duzy wybor lokatorów i zawsze znajdzie się chętny na wynajem. Mozemy przebierać w chętnych i wymagać od nich, co zmniejsza ryzyko trafienia na złego lokatora. Mam zbadany rynek w miare dobrze – próbne fake ogłoszenia, przesledzione tysiące ogłoszen, kilkadziesiąt obejrzanych mieszkan na żywo, kontakty z innymi inwestorami. Przez ostatnie 1,5 roku zdobywałem tę wiedzę, teraz czas na działanie.

    [O KOBIETACH PYTAJĄCYCH SIĘ O MIESZKANIE]

    Co do dopytywania się kobiety o mieszkanie, to mysle ze to zupełnie normalne pytanie. Ja tez czasem zapytam kobietę o coś takiego i naprawdę nie mam w tym zadnego zamiaru, że niby lecę na jej zasoby. Pytam ze zwykłej ciekawości (no moze moja ciekawosc jest trochę większa niz u innych ludzi, bo lubie nieruchomosci). Dziwnym wręcz jest usilne ukrywanie i zbywanie tego tematu. Owszem, nie jestem fanem szczegołowego opowiadania o tym co mam itd, ale jesli ona juz pyta (wychodzi to naturalnie w rozmowie na zasadzie słów kluczowych) to wydaje mi się że akurat w przypadku kobiety która dobrze zarabia to mozna powiedzieć prawdę, że mam swoje własne M.

    Kiedys nie miałem pojecia: rozdzielnosc majątkowa czy wspolnota. Dziś zaczynam byc zwolennikiem rozdzielnosci majątkowej – co w tym złego? Jesli jestesmy razem, ona korzysta z moich dóbr a ja z jej dóbr, jesli się posypie, nie ma draki i obdzierania z majątku. Mysle że bardzo prosto i uczciwie postawiona sprawa.

    Jedynie jest jakies ryzyko, że kobieta mogłaby nie w 100% polecieć na mnie, a na mnie+zasoby. Jednak naprawdę szczerze wątpię by dobrze zarabiająca dziewczyna poleciała przede wszystkim na mieszkanie bez kredytu a mnie miała w dupie. Takie obawy zakrawają już o paranoję. Dla pewności mysle ze warto byc zwolennikiem rozdzielnosci majątkowej i gdyby kieds taki temat się pojawił, zasugerować ze ja to popieram.

    Naprawdę klapka w głowie mi ostatnio przeskoczyła jak rozmawiałem z kobietą która dobrze zarabia a niedługo bedzie jeszcze 2x więcej zarabiała. Ona pochodzi tez z dobrego domu, ale ona sama wie co to praca i obecne dobre zarobki zawdziecza głownie sobie. Ta kobieta ma też chłopaka z dobrego domu i ten jej facet też dobrze zarabia. Czyli są podobni do siebie pod względem ekonomicznym, co nie ukrywajmy zawsze było jest i bedzie waznym czynnikiem dla ludzi, a juz tym bardziej dla kobiet.

    Jesli byłaby sytuacja ze kobieta wybiera miedzy mną a innym facetem i np oboje się jej podobamy, ona ma problem kogo wybrać, więc musi zastosowac dodatkowe kryterium (“dogrywkę”) oceniając nasz status ekonomiczny. Wtedy warto mieć dodatkowe punkty. Przeciez taka sytuacja mogłaby się zdarzyć, jest realna.

    Ludzie szukają podobnych do siebie, a kobiety to nawet szukają lepszych od siebie, bardziej wartościowych (wygląd, wnetrze, pewnośc siebie, zasoby, wpływowość/popularnośc to są cechy które składają się na atrakcję faceta). Trochę nie wierzę już, że mozna znalźć kobietę piękną, fajną z wnętrza, w moim typie, zainteresowaną mną na podstawie TYLKO mojego wyglądu i wnętrza (bez zasobów / wpływowości). Wpływowy nie jestem i nie będę, ale zasoby mogę zwiększać, zasoby jakieś mam.

    Poza tym historia z życia wzięta: Moja była dziewczyna pytała o mieszkanie, jak mieszkam itd, mowiłem że wynajmuję, nie mowiłem że mam M. I nie miała z tym problemu, była ze mną i chciała nadal być. Więc pomimo takich pytan ostatecznie okazało sie ze ona nie leci na zasoby, bo ja się przedstawiłem jako facet bez zasobów. Ona ostatecznie nie była w moim typie jak się lepiej poznalismy (juz trochę ze sobą bylismy)

    Poprostu zaczynam mysleć, że w pewnym wieku trzeba maksymalizowć szanse gdy spotka się kogoś wyjątkowego (albo inaczej: nie zaniżać swojej wartości celowo, np. mówiąc dobrze zarabiającej kobiecie ze wynajmuję skoro przecież mam mieszkanie).

    Dzięki za dyskusję, jesli macie jeszcze coś do dodania to zapraszam, mysle że dosyc istotny temat został poruszony.

    Reply

    Wojciech October 22, 2019 at 15:54

    Ja też mam pytanie trochę z innej beczki ale trochę dotyka niektórych artykułów. Napisałeś Paweł w którymś artykule że ten kto zadaje pytania ten kontroluje rozmowę. Chodzi o sytuację w mojej pracy. Jestem w niej najmłodszy a zespół jest mały. Pozostałe osoby są o de mnie o 15- 20 lat starsi. Tylko ostro mnie denerwują i po mnie cisna. Są to typowi toksyczni ludzi np jeden człowiek to jest można powiedzieć zastępca kierownika pyta się czy byłem w burdelu? Niby żart ok ale tego typu pytania padają często z jego ust. Problem taki że nie mogę do niego a ni do nikogo innego podskoczyć bo może być wylot. Jedynie z menadżerka się dogaduje. Na ich glupkowate pytania odpowiadam dlaczego pytasz? Albo że to tajemnica. Ale głupich pytań dużo a odpowiedzi coraz mniej do wymyślania. Dla niektórych prosta sprawa Zmień robotę i po problemie. Ale są dwie rzeczy które mnie tam trzymają to dobre zarobki i sama praca jest ciekawa. Jeśli ma się toksycznych znajomych takich jak ty Paweł kiedyś opisywales to ograniczasz z nimi kontakt do minimum. Ja jestem z tymi ludźmi 8 h przez tydzień. Staram się ograniczyć kontakt np gdy jest przerwa siadam w innym miejscu. Ale to też nie dobrze bo stwierdzą że się izoluje. I tak źle i tak nie dobrze. Najgorsza jest jedną osobą czyli zastępca kierownika który robi sobie beke z mnie przy wszystkich. Nawet jeśli mu odpowiem a dlaczego pytasz? To jego koleżanka mówi co dlaczego pytasz jak się pyta to odpowiedz. Sądzę że najlepszym rozwiązaniem jest nic nie mówić co odpada bo muszę się go pytać jeśli skończę dane zlecenie co dalej robić bo on to ustala w biurze. Do pracy muszę też podjeżdżac autobusem bo mam lepszy samochód od kierownika a on nie wytrzyma tego że ja taki nowy i młody mam lepsze auto wiem co mówię bo już raz kiedyś pojechałem do innej pracy lepszym autem niż mnieli inni to powiedzli że skoro jedze takim autem to co tu robie? Ja mam gdzieś czy mój kolega z roboty jedźi maluchem czy Porsche nie obchodzi mnie to ale widocznie innych ludzi takie rzeczy obchodzą nie wiem czemu.

    Reply

    Paweł Grzywocz October 22, 2019 at 18:02

    Nic nie daje takiej ulgi, jak odseparowanie się od toksycznych ludzi (odcinek nr 7 PSW90). Sąsiedzi, znajomi, dalsza rodzina i inni ciemiężyciele psychiczni. Najpierw uwolnienie się mentalnie od ich wpływu, a finalnie totalne uwolnienie się fizyczne.

    Bo ciężko jest mentalnie znosić takich ludzi. Próbowałem się odcinać mentalnie od toksycznych kolegów z drużyny. Jest to ciężar, jest to męczące, bo jednak spędzasz z tymi ludźmi dużo czasu, widzisz ich zachowania, słuchasz ich durnych wywodów, a czasami przytyków.

    Finalnie jesteś ciągle cicho i nic nie mówisz, próbując zachować spokój. Najchętniej byś zniknął i nigdy ich nie oglądał więcej.

    Reply

    Damian October 22, 2019 at 19:31

    Takie pytanie trochę z innej beczki – oglądałeś MŚ koszykówki w Chinach? Miałeś przyjemność grać z którymś reprezentantem Polski albo przeciwko? ;)

    Reply

    Paweł Grzywocz October 22, 2019 at 19:37

    Nie oglądałem. Widziałem tylko skrót ich ostatniego meczu, nie pamiętam, ale chyba z Rosją. Z jednym z centrów byłem na zgrupowaniu kadry juniorów starszych.

    Reply

    D. October 22, 2019 at 16:33

    Jeśli poznam dobrze zarabiającą kobietę (np. prawniczka / z bankowosci / lekarz-specjalista / własny biznes / posrednik nieruchomosci który działa i utrzymuje się na rynku juz jakiś czas itd. – wystarczy że ona powie mi czym się zajmuje i ja juz bedę miał pojecie mniej więcej, czy ona dobrze zarabia czy srednio czy mało),

    która np powie mi też na dodatek, że jej rodzice dobrze stoją finansowo (np ona mówi: “moi rodzice kupują mieszkanie, uważają ze to dobra lokata kapitału”),

    to może jednak w takiej sytuacji nie ma sensu ukrywac swoich zasobów (mieszkanie bez kredytu, potencjał na inwestowanie w nieruchomosci) jeśli ten temat wypłynie naturalnie w rozmowie?

    Powtarzam: nie mam zamiaru sam się chwalic, tylko jesli wypłynie gdzies w rozmowie, to poprostu zamiast sciemniać że jestem goły i wesoły (że niby bez mieszkania, na wynajmie, niewielkie oszczednosci, bez ambicji i perspektyw na jakieś inwestowanie czy rozwój biznesu),

    poprostu powinienem powiedziec jej prawdę? (że mam mieszkanie bez kredytu, potencjał i ambicje na inwestowanie w nieruchomosci). Tak mi się zdaje. Przecież ja nie żyję jak jakis gwiazdor, auto, ciuchy i styl zycia mam normalne (schludnie, porządnie), zamiast wydawac niewiadomo na co wolę oszczędzać i starac się pomnażać oszczedności (wszystko z umiarem, zeby nie zostać sknerą).

    Taka kobieta która jest ambitna i dobrze zarabia (ma własną firmę i np juz dzis zarabia tyle co ja [ja to wiem, ona nie wie ile ja zarabiam, bo tylko ona podała kwotę swoich zarobków], a w niedalekiej przyszłosci mówiła, że bedzie zarabiać dwa razy więcej jak spłaci zobowiązania w ciagu kilku miesięcy) —> to taka kobieta moze się tez okazać taką, że zasoby faceta nie mają dla niej zadnego znaczenia, a moze okazać się że chciałaby kogoś na swoim poziomie (takze tym materialnym).

    I w rzeczywistości ja mogę naprawdę byc na jej poziomie, także tym materialnym (dzięki mieszkaniu i perspektywie na zyski z inwestowania w nieruchomosci), ale jesli będę te swoje zasoby specjalnie ukrywał, to ona moze stwierdzi, że jestem leniem/nieudacznikiem/typowym Januszem bez ambicji któremu wystarczy zarobek tylko z pracy etatowej (gdzie ona moze też domyslec się ile mniej więcej zarabiam).

    Jesli taka kobieta jest swietna, bardzo mi się podoba, to szkoda byłoby w głupi sposób “odjąć sobie punktów” specjalnie ukrywając swoje zasoby i potencjał.

    To ze niektorzy ludzie szpanują, srają wyzej niz dupę mają i udają kogoś kim sie nie jest, to powszechne zjawisko. Ale zeby ktos ukrywał specjalnie swoje zasoby (które przecież nie są jednoznacznie jakimś bogactwem, bo mogą byc interpretowanie róznie – dla jednych ludzi własne M bez kredytu to luksus, dla innych to nic specjalnego), to rzadko się zdarza.

    Te zasoby są częścią mnie, po co wtedy je ukrywać?

    O to mi przede wszystkim w tym wpisie chodzi.

    Reply

    Leave a Comment

    Previous post:

    Next post: